26 maja 2016

Wakacje z dzieckiem – chusty do noszenia dzieci

 
chusty do noszenia dzieci

Powoli zbliża się sezon urlopowy, więc rodzice dzieci coraz więcej czasu poświęcają na wyszukiwanie miejsc, gdzie można spędzić spokojny urlop z dziećmi. Morze czy góry, pobyt w Polsce czy za granicą, hotel czy agroturystyka? Pytań jest sporo. Wiele z nich jest typowych ze względu na ograniczenia związane z wiekiem maluchów oraz transportem najmłodszych. Są jednak przydatne akcesoria, które uciążliwość wyjazdów z dzieckiem zmniejszają do minimum. Produktem numer 1 wielu rodzin z małymi dziećmi jest chusta do noszenia. Sprawdźmy, jak można ją wykorzystać i skąd biorą się tak entuzjastyczne opinie.

Gdy na świecie pojawiają się dzieci, nawet najbardziej zagorzali globtroterzy stają przed dylematem, od kiedy zacząć wyjeżdżać, dokąd i na jak długo. Obawy o komfort, zdrowie i bezpieczeństwo dziecka są zupełnie naturalne. Powiększenie się rodziny nie musi jednak oznaczać rezygnacji z dotychczasowych pasji, tym bardziej, że odskocznia od codziennej rutyny z małym dzieckiem w postaci wakacyjnego wypadu przyda się każdemu. Na forach internetowych, gdzie najczęściej szukamy informacji, dokąd jechać, sprawdzamy hotele, atrakcje w okolicy, rodziców dzielących się wrażeniami z wyjazdów można podzielić na dwie grupy. Antagoniści straszą wszystkimi możliwymi konsekwencjami, entuzjaści podkreślają, że warto zachować zdrowy rozsądek i do wyjazdu po prostu dobrze się przygotować, by wspólnie spędzić niezapomniany tydzień czy dwa.

Dobre przygotowanie to podstawa
Sprawdzona baza noclegowa to kluczowa sprawa. W ostatnich latach powstało wiele ośrodków w różnych kategoriach cenowych, które są wyposażone w wiele akcesoriów dziecięcych ułatwiających życie rodzicom dzieci na wakacjach. Łóżeczka z dziecięcą pościelą, plastikowe sztućce, zabezpieczone kontakty, podnóżki i nakładki na toaletę w łazienkach, odpowiednie posiłki, place i sale zabaw, dodatkowe animacje to dziś w rodzinnych hotelach standard. Jak jednak się zorganizować, gdy przyjdzie nam ochota na spacery po okolicy czy pozwiedzanie najbardziej atrakcyjnych miejsc w pobliskich miasteczkach?

Zamiast wózka
Nieocenioną pomocą na wyjazdy są chusty do noszenia dzieci. W wielu wakacyjnych sytuacjach dużo wygodniej jest nosić dziecko w chuście, niż męczyć się z ciężkim i nieporęcznym wózkiem. W muzeum, w środkach komunikacji typu pociąg, metro, na piknikach dziecko w chuście to duża wygoda dla rodziców. Mają malucha zawsze przy sobie i nie muszą martwić się o to, jak i czy wjadą wózkiem, albo niepokoić się o pozostawiony gdzieś pod drzwiami wózek pełen akcesoriów. Dodatkowo, każdy rodzic wie, jak męczące jest noszenie dziecka na rękach.

Chusta do noszenia dziecka uwalnia nas od tych wszystkich problemów. Dziecko jest blisko mamy czy taty, jest spokojne i czuje się bezpiecznie, a cała rodzina może swobodnie korzystać z dobrodziejstw wakacyjnych wyjazdów.

Rodzinny urlop bez stresu
Mimo, że niemowlę oczywiście nie będzie pamiętało szczegółów takiego wyjazdu, to pobyt z rodzicami w nowym miejscu ma pozytywny wpływ na jego rozwój i psychikę. Dobrze zawiązana chusta daje możliwość przebywania razem ciało do ciała przez dowolny czas, a więc tak długo, jak dziecko i rodzic mają ochotę. Można jej używać już dla dzieci od pierwszych dni życia. Prawidłowo zawiązana chusta wspiera bezpieczną pozycję dziecka oraz zapewnia komfort. Znakomicie odciąża osobę noszącą, ponieważ ciężar dziecka jest odczuwany w dużo mniejszym stopniu niż podczas noszenia na rękach.

Podczas noszenia dziecka w chuście należy zadbać o bezpieczną pozycję dziecka. Okrągłe plecy, nóżki delikatnie odwiedzione na boki (w pozycji żabki), ciałko odwrócone przodem to rodzica – to najbardziej podstawowe cechy, które świadczą o tym, że chusta jest dobrze zawiązana.

Wielkim plusem chust do noszenia dzieci jest możliwość ich różnego wiązania adekwatnego do wieku dziecka: w kieszonkę, kangurka czy plecak prosty. Ciekawą alternatywą są również krótkie chusty kółkowe, które szybko się zakłada. Zwykle służą one do noszenia dziecka na biodrze.

Urlopowy wyjazd nawet z małym z dzieckiem naprawdę może być przyjemnością. Przy właściwej organizacji wakacji i zadbaniu o niezbędne, podróżne akcesoria pierwsza wspólna podróż może stać się wstępem do corocznych, rodzinnych wypadów. Dobrej jakości chusta, tkana splotem skośno-krzyżowym, diamentowym czy żakardowym, jest niemal niezniszczalna i może służyć rodzinie przez wiele lat. Kto jeszcze nie ma chusty, z pewnością nie pożałuje wydatku, bo wrażenia z takich wakacji są po prostu bezcenne.


0

25 maja 2016

 
egmont

Ma siedemdziesiąt lat i całkiem nieźle sobie radzi. Niestraszne mu kolejne lata bo z takim samym zapałem niesie dzieciom radość, naukę i zabawę. Pomimo swojego wieku cały czas dostosowuje się do zmieniającego się otoczenia, mody i stylu życia dzięki czemu zawsze pozostaje na czasie. Dzieci zawsze go uwielbiały i uwielbiają do dzisiaj, jego ponadczasowość połączyła już niejedno pokolenie. "Świerszczyk" bo o nim mowa obchodził w zeszłym roku siedemdziesięciolecie swojego istnienia.


Z okazji tejże zacnej rocznicy miesięcznika, wydawnictwo Egmont wydało "Wielką księgę", która łączy w sobie najpopularniejsze teksty z tego popularnego pisma dla dzieci. Oczywiście wszystko pod czujnym okiem najsłynniejszego świerszcza Bajetana Hopsa, który uważa, że "nieczytanie w ogóle plącze myśli i może powodować swędzenie nosa", a także "chroni przed katarem". Na szczęście my się żadnego swędzenia, ani plątania myśli nie musimy bać bo chłopaki czytają regularnie i dużo.

egmont

"Wielka księga" bardzo przypadła nam do gustu. Zapytacie dlaczego nam, a nie tylko chłopakom? A no dlatego, że jako dziecko często kupowałam "Świerszczyk", a dzięki "Wielkiej księdze" na swój sposób cofnęłam się w dziecięce lata. To była taka sentymentalna podróż do dzieciństwa :) Chłopakom spodobały się szczególnie wierszyki, których w "Wielkiej księdze" jest mnóstwo.

egmont

Na ponad dwustu stronach, zebrano mnóstwo fantastycznych opowiadań i wierszy, najlepszych polskich autorów: Grzegorza Kasdepke, Zofii Staneckiej, Natalii Usenko, Tomasza Plebańskiego i wielu, wielu innych. A wszystko to opatrzone, a właściwie może trafniej byłoby powiedzieć, ozdobione fantastycznymi, kolorowymi i przepięknymi ilustracjami.
Świetna na prezent i bez okazji, pięknie wydana w półsztywnej oprawie ucieszy na pewno każdego młodego czytelnika, a i ci starsi na pewno chętnie zajrzą do "Wielkiej księgi" Świerszczyka. My polecamy wszystkim bez względu na wiek :)

Wydawnictwo: Egmont
Tytuł: "Wielka księga"
Strony: 226
Oprawa: Półtwarda

egmont
0

24 maja 2016

Wychowam drania i łajdaka

 

Większość rodziców zapytanych o to kim chciałoby żeby zostało jego dziecko, odpowie, że chce aby wyrosło na dobrego człowieka. Żeby szanowało ludzi, było wrażliwe na cudzą krzywdę i umiało pomóc drugiemu człowiekowi w potrzebie. Żeby było dobrze wychowane, umiało ładnie podziękować i przeprosić kiedy zajdzie taka potrzeba. Zaraz potem dodadzą, że chcieliby, aby ich dzieci skończyły dobrą szkołę, studia i znalazły dobrze płatną pracę, najlepiej na jakimś wysokim stanowisku.


Niedawno koleżanka dała mi do przeczytania tekst, nota bene bardzo dobry, który traktował poniekąd o dobrym wychowaniu i to właśnie ten tekst po pewnym czasie stał się bodźcem do napisania mojego tekstu. Odkąd mam dzieci, siłą rzeczy sporo czasu spędzam w towarzystwie również innych latorośli. Mam okazję obserwować inne dzieci i to jak zachowują się na co dzień, jak odnoszą do siebie nawzajem, jak wypracowują swoją pozycję w grupie.

Już od pierwszych lat życia widać, że tak jak wśród dorosłych, tak i wśród dzieci wyraźnie kształtują się różne postawy i charaktery. Dzieci nie dzielą się tylko na grzeczne i niegrzeczne choć zapewne wielu z nas taką właśnie uproszczoną charakterystykę stosuje. Dzieci bazując na tym co wynoszą z domu i na tym co oferuje im otoczenie kształtują swoje zachowania w grupie i poza nią.

Mam dwóch synów. Dwa różne charaktery. Starszy wycofany, wstydliwy, często sprawiający wrażenie odludka. Przez osoby trzecie postrzegany jako grzeczny i ułożony (strasznie to brzmi) chłopiec. Nie odpyskuje pani na ulicy i nie przepchnie się na początek kolejki. Młody natomiast buńczuczny, pyskaty kombinator. Taki trochę mały cwaniak. Są chwile kiedy łapię się za głowę i zastanawiam co z niego wyrośnie, i już ze strachu przed tym, że kiedyś wejdzie w wiek nastoletni obgryzam paznokcie. Z drugiej strony, kiedy obserwuję otoczenie, stwierdzam, że to nie o niego powinnam się bać. Młody sobie poradzi. Młody przez życie przejdzie rozpychając się łokciami, jak mu życie napluje w twarz to on się odwdzięczy i da mu po gębie. Wyrzucą go drzwiami, wejdzie oknem i zawsze to on będzie miał ostatnie słowo. Zresztą już kiedyś o tym pisałam (klik).

Żyjemy w takich czasach, że bycie miłym chłopcem i grzeczną dziewczynką niestety się nie opłaca bo krwiożercza rzeczywistość przeżuwa takie jednostki i wypluwa z impetem. W dzisiejszych czasach człowiek musi rozpychać się łokciami, dążyć do celu i iść po swoje. Może nie po trupach, może nie za wszelką cenę, ale jeśli nie walczysz, nie umiesz wypracować sobie pozycji, nie wierzysz w siebie i nie masz o sobie wysokiego mniemania to nie masz na co liczyć. Będziesz tylko maleńkim nic nieznaczącym trybikiem. 

Wróćmy do wstępu. Czy chcę żeby moje dzieci wyrosły na dobrych ludzi? Czy chcę by były dobrze wychowane? Oczywiście. Ale chciałabym żeby miały też charakter, żeby umiały walczyć o swoje, żeby czasem potrafiły dać życiu w pysk, żeby umiały eliminować przeszkody, żeby umiały iść po to co im się od życia należy. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wtedy będą miały też i tą dobrą pracę i dobre stanowisko. 

Czasem mam wrażenie, że wychowałam mojego syna za dobrze. Kiedy widzę jego kolegów, którzy od małego mają wdrukowane bycie zawsze 'the best'. Kiedy widzę jak segregują grupę na silniejsze i słabsze jednostki, i te słabsze eliminują ze swojego otoczenia. Kiedy widzę jak go 'zadeptują', jak ginie w tym dziecięcym wyścigu szczurów bo głupia matka wtłukła mu do głowy, że nie zawsze trzeba wygrywać, to czuję do siebie żal.  Może nie tego trzeba było go uczyć. Może trzeba było mówić, że wygrana to jedyna słuszna opcja? Że bycie mądrym nie wystarczy, że trzeba jeszcze wyjść z założenia, że reszta jest zwyczajnie głupsza?

Ostatnio byłam świadkiem jak dwóch chłopców w wieku mojego syna zwyczjanie bez żadnego powodu naśmiewało się z niego, a on chciał się z nimi bawić. Wdrukowałam mu, że ludzie  z zasady są dobrzy, a przecież wcale tak nie jest. W takich sytuacjach kłócą się we mnie wtedy dwie osobowości, ta która chciałaby żeby jej syn był dobrym, kulturalnym, miłym człowiekiem i ta, która chciałaby żeby jej syn miał w sobie coś z 'bestii'. Spiera się we mnie piękna idea drugiego policzka i chęć krzyknięcia "synu daj mu w ryj"!

I może nie znajdzie się nikt kto mnie zrozumie, ale czasem chciałabym żeby w tym moim małym chłopcu było trochę więcej drania...



9

22 maja 2016

Dermokosmetyki Oeparol - czy warto?

dermokosmetyki
Bez względu na wiek przede wszystkim powinnyśmy dbać o nawilżenie skóry. Odpowiednio nawilżona skóra twarzy wygląda zdrowo i świeżo, a my czujemy się komfortowo i pięknie. Oczywiście wiele niedoskonałości można ukryć pod makijażem, ale nie jest to żadne rozwiązanie, lepiej zadbać o cerę i nie dopuszczać do sytuacji kiedy trzeba cokolwiek ukrywać. Ostatnio popularne stały się dermokosmetyki czyli kosmetyki dermatologiczne przeznaczone nie tylko do pielęgnacji skóry zdrowej, ale również wspomagające skórę z problemami.


Seria dermokosmetyków Oeparol Hydrosense to linia kosmetyków pozbawiona parabenów i łącząca w sobie unikalne połączenie kwasu hialuronowego i oleju z wiesiołka. Takie połączenie powoduje zmniejszenie utraty wody i zatrzymywanie jej w naskórku, a co za tym idzie skóra staje się mniej podatna na podrażnienia. Tyle obiecuje producent, a jak sprawdzają się kosmetyki Oeparol w codziennym użytkowaniu?


Producent zapewnia, że płyn dokładnie usuwa makijaż twarzy i oczu. Powiem szczerze, że jeszcze taki mi się nie trafił i tym razem też tak było. Płyn ma bardzo przyjemny zapach, co jest dla nie bardzo ważne i rzeczywiście dobrze usuwa makijaż twarzy. Skóra po użyciu płynu jest odświeżona i bez uczucia ściągnięcia. Z makijażem oczu jednak nie radzi sobie już tak dobrze, zresztą jak większość płynów micelarnych. Zazwyczaj korzystam z wodoodpornego tuszu, którego usunięcie wymaga jednak użycia innego rodzaju kosmetyku. 
Butelka o pojemności 200ml ma idealną pojemność i mieści się nawet w niewielkiej kosmetyczce :)

dermokosmetyki


Kwas hialuronowy, kwasy omega 6, masło shea i proteiny jedwabiu to składniki, które mają zapewnić, że po użyciu balsamu nasza skóra będzie odpowiednio nawilżona, piękna i gładka. Prawda jest taka, że  tego typu efekty można stwierdzić dopiero po dłuższym użytkowaniu kosmetyku. 
Po miesiącu stosowania mogę jednak zupełnie szczerze powiedzieć, że jest to jeden z lepszych balsamów jakie miałam okazję stosować, a wiecie, że fanką balsamów to ja nie jestem. 
Przyjemna lekka konsystencja to pierwsze co można zauważyć. Balsam wchłania się dosłownie błyskawicznie co szczególnie sobie cenię ponieważ nienawidzę tego czekania aż w końcu będę mogła nałożyć ubranie. Tu czas oczekiwania skraca się właściwie do zera. 
Poza tym balsam nie pozostawia na skórze tłustego filmu, a skóra jest nawilżona i ma delikatny zapach. 

dermokosmetyki


W przypadku kremu sprawa ma się podobnie jak z balsamem. Dopiero długotrwałe stosowanie kremu pozwoliłoby na stwierdzenie czy obietnice producenta rzeczywiście mają szansę się spełnić. Wrażenia? Delikatny choć jak na krem lekko apteczny zapach. Do tego bardzo lekka i przyjemna konsystencja, która sprawia, że kremu 'nie czuje' się na twarzy. Krem nie zapycha porów i rzeczywiście daje uczucie nawilżenia. Sprawdza się się solo jak i pod makijaż. A dla gadżeciaży dodam, że ma świetne opakowanie :)

dermokosmektyki

Podsumowując, dermokosmetyki Oeparol wypadają całkiem nieźle. Jeśli szukacie niedrogich, dobrych kosmetyków nawilżających to z pewnością mogą to być właśnie te kosmetyki. Nie wiem czy można spodziewać się po nich cudów, ale na pewno sprawdzą się w codziennej pielęgnacji niewymagającej skóry.



3

19 maja 2016

Kieszonkowy bystrzak

trefl

Powoli zbliżają się wakacje i czas letnich wyjazdów. Bez względu na to, gdzie pojedziemy, czy to do super hotelu, czy też pod namiot, warto poza miejscowymi atrakcjami zagwarantować sobie i rodzinie tak zwane wyjścia awaryjne. Wiadomo, że zawsze może nie dopisać pogoda, będziemy chcieli urozmaicić sobie pobyt na plaży albo spędzić wieczór odpoczywając po całodniowych atrakcjach. W takich sytuacjach najlepszym wyjściem awaryjnym będzie gra. Jedną z takich gier na pewno jest Kieszonkowy Bystrzak.


Żeby dobrze się bawić, nie musicie zabierać ze sobą swoich ukochanych planszówek w wielkich kartonach (wiem, że kuszą, ale podczas wyjazdu przeważnie są niepraktyczne). Jest wiele gier, które zabierają dużo mniej miejsca, a zapewniają również świetną zabawę dla dzieci i dorosłych. "Kieszonkowy Bystrzak" wydawnictwa Trefl to typowa karcianka. Gra składa się z talii pięćdziesięciu pięciu kart i instrukcji mieszczących się w niewielkim pudełku. Każda z kart na jednej ze stron ma literę, a po drugiej stronie obrazek i wypisaną kategorię, np: warzywa, ryby czy części ciała.

trefl

Zasady są proste. Talię dokładnie tasujemy i kładziemy na stole literami do góry. Pierwszą kartę leżącą na górze talii odwracamy tak, aby widoczny był obrazek i kładziemy obok, tworząc tym samym stos kart odrzuconych. W ten sposób tworzymy parę: temat - litera. Teraz zaczyna się gra. Gracze na wyścigi wykrzykują słowo, które pasuje do tematu, a jednocześnie zaczyna się na literę, znajdującą się na karcie leżącej na wierzchu talii. W sytuacji, kiedy na wierzchu talii znajduje się litera 'O', a kategoria to 'warzywa', poprawną odpowiedzią będzie np: ogórek.

Pierwsza osoba, która wypowie odpowiednie słowo otrzymuje wszystkie karty leżące na stosie kart odrzuconych - będą to jej punkty zwycięstwa. Wygrywa oczywiście ta osoba, która zgromadzi najwięcej punktów.

trefl

Istnieje również drugi wariant gry. Od pierwszego różni się on tym, że gracze nie wypowiadają słów jednocześnie, ale każdy z graczy robi to po kolei. W tym wariancie jeśli któryś z graczy nie zna odpowiedniego słowa zabiera wszystkie karty ze stosu kart odrzuconych, a wygrywa ten, który zgromadzi najmniej kart. Ta wersja "Kieszonkowego Bystrzaka" najbardziej przypadła nam do gustu ponieważ gdy próbowaliśmy rozgrywać pierwszą to dzieciaki albo nie miały szans z dorosłymi albo kończyło się płaczem (w pierwszej wersji poziom rywalizacji jest jednak dość wysoki).

Jest też wersja trzecia przeznaczona dla dorosłych, ewentualnie dzieci, które potrafią już pisać, choć i tu poziom rywalizacji jest spory, bo gra odbywa się na czas. Na stosie kart odrzuconych układamy cztery karty i każdy z graczy w określonym czasie (przyda się stoper), wypisuje na kartce wszystkie skojarzenia, jakie przyjdą mu do głowy. Kiedy mija czas, podliczane są punkty. Za każde unikatowe słowo gracze otrzymują po trzy punkty, za pozostałe po 1 punkcie. Oczywiście wygrywa ten, kto zgromadzi najwięcej punktów.

trefl

"Kieszonkowy Bystrzak" to prosta gra, ale uczy myślenia i naprawdę ćwiczy szare komórki. Świetna na zabawę z dziećmi, imprezy czy jak wspomniałam na początku, wakacyjne wyjazdy. Mała i poręczna zmieści się nawet do torebki. Karty są solidne i jak przystało na Trefl dobre jakościowo. Jedyny minusik za pudełko, które po kilku otwarciach, otwiera się samo i nie jest zbyt dobre jakościowo. Zdecydowanie wolałabym, żeby na przykład gra kosztowało kilka złotych więcej, a była zapakowana w solidne, kartonowe pudełeczko jak choćby gra, o której opowiem wam niebawem :)

Wydawnictwo: Trefl

Tytuł: Kieszonkowy Bystrzak

Wiek: 7+

ilość graczy: 1-10

Czas rozgrywki: ok 15min
5

18 maja 2016

Jaki ojciec taki mąż

matki polki fanaberie

"Droga teściowo nie potrzebuję abyś uczyła mnie jak wychować dzieci. Żyję z jednym z twoich i uwierz mi, nie jest łatwo." - na pewno znacie ten tekst krążący po internecie. Jakoś tak się w ogólnej świadomości utarło, że odpowiedzialność za wychowanie dzieci, ponoszą kobiety. Niby mówi się o równouprawnieniu, o podziale obowiązków, wspólnym wychowywaniu, ale mimo wszystko kiedy przychodzi co do czego, obrywa się matce.


"Jak cię matka wychowała?" - to standardowy tekst jaki usłyszy mały chłopiec kiedy coś zbroi. Duży natomiast, zostanie poczęstowany tekstem - "Pewnie, wracaj do mamusi. Jak cię tak wychowała to niech się teraz z tobą męczy!" Tak czy inaczej, za wszystkie przewinienia małego czy dużego chłopca odpowiedzialność ponosi matka. No tak w końcu to, jakim ten mały uroczy chłopiec będzie w przyszłości mężem, zapewne wyssał z mlekiem matki. Ewentualnie podła teściowa specjalnie wychowała egoistę, leniucha  i sklerotyka żeby tobie droga żono zrobić na złość. A może jednak niekoniecznie jest to wina teściowej?

No dobra to, że twój ślubny nie potrafi zagotować wody na herbatę, nie ma pojęcia jak obsługuje się pralkę, a jak widzi żelazko to myśli, że to przycisk do papieru rzeczywiście może być poniekąd winą jego mamusi, która niczego od niego nie wymagała i wszystko robiła za niego. Jednak za to, że małżonek zapomina o waszej rocznicy ślubu, nie kupuje ci kwiatów bez okazji i nie mówi ci komplementów, powinnaś winić już kogoś zupełnie innego.

Zapewne ciężko ci w to uwierzyć, ale twoja teściowa naprawdę nie tłukła swojemu małemu synkowi do głowy żeby traktował swoją żonę obcesowo, a wszelkich przyjaznych gestów kierowanych pod twoim adresem, zaniechał zaraz po podpisaniu papierów w Urzędzie Stanu Cywilnego tudzież przed ołtarzem, ale to prawda. Ok, może teraz za tobą nie przepada, ale nawet ona nie jest na tyle cwana i zepsuta żeby już zawczasu podłożyć ci taką minę.

Powiedz sama, czy ty jako mama chłopca już teraz kombinujesz jak tu dopiec swojej synowej i wychowujesz swojego synusia tak żeby ta wredna małpa, która kiedyś go usidli nie miała z nim łatwo? No raczej nie. Jednak jest ktoś, kto i w przypadku twojego męża i tak samo w przypadku twojego syna, robi to zupełnie nieświadomie. Ktoś kto nawet nie zdaje sobie sprawy, że swoim postępowaniem ma wpływ na to jakim mężem/partnerem będzie kiedyś ten twój słodki maluch.  To od niego zależy czy twoja synowa będzie noszona na rękach czy kiedyś po prostu padnie pod stertą brudnych skarpet i zostanie odkopana dopiero wtedy, kiedy szanownemu synusiowi skończą się czyste gacie. Moja droga, czas odsłonić karty - chodzi o twojego MĘŻA, za którego zachowanie winny jest twój  TEŚĆ.

Jeśli twój ukochany synuś, przez kilkanaście lat swojego życia będzie obserwował jak tatuś traktuje ciebie czyli swoją żonę jako robota sprzątająco - gotującego, to właśnie taki wzorzec przeniesie później do swojego domu. Jeśli będzie obserwował, że jedynym komplementem jakim raczy cię twój małżonek jest tekst pod tytułem: "Baśka, zaje...ty obiad!" to niech twoja synowa nie spodziewa się więcej. Jeśli na urodziny dostajesz (o ile w ogóle coś dostajesz) wiertarkę albo pakiet kanałów sportowych to trudno żeby synowa spodziewała się biżuterii czy nowej kiecki.

Kiedyś napisałam tekst "Gdyby nie tata syn byłby ciapa", który (nieskromnie dodam)  powinien przeczytać każdy ojciec. Dzisiejszy tekst, drogi tatusiu, również jest do ciebie. Tak, to od ciebie zależy czy twój syn będzie swoją przyszłą wybrankę traktował z szacunkiem, czy będzie ją komplementował i uważał za największe szczęście jakie przytrafiło mu się w życiu (uprzedzam pytania - oczywiście, że mój mąż tak uważa ;) ). To obserwując ciebie, uczy się jak traktować kobiety i jak się do nich odnosić. Obserwuje twoje relacje z jego mamą (z którą rzecz jasna też chce się w przyszłości ożenić) i wyciąga wnioski, które zbiorą żniwo w przyszłości. Czy będą to obfite plony czy sterta plew, zależy właśnie głównie od ciebie.

A wy kochane? Musicie pisać reklamację do teścia? A może boicie się, że z reklamacją kiedyś przybiegnie wasza synowa? ;)

15
Matki Polki Fanaberie © 2012 - 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka