26 listopada 2013

Boże Narodzenie w listopadzie...


Jeszcze dobrze ze sklepowych półek nie zniknęły znicze,a już wkroczyły na nie bombki, łańcuchy, sztuczne choinki i rozpasane Mikołaje we wszelkich rozmiarach. Ze sklepowych głośników sączy się do ucha 'Last Christmas', a promocje, wyprzedaże i rabaty skutecznie odchudzają portfele gawiedzi.
Nie wiedzieć czemu w tym roku i mnie jakoś wcześnie dopadła magia Świąt i udzielił się świąteczny nastrój. I choć normalnie, tak jak chyba większość ze znanych mi osób, irytują mnie świąteczne dekoracje w listopadzie tak w tym roku jest zupełnie inaczej. Możliwe, że się starzeję, ale zdecydowanie swój nagły atak świątecznego nastroju wolę zrzucić na karb decyzji, że w tym roku wigilię robię u siebie w domu. Długo się przed tym świątecznym rozgardiaszem i gonitwą broniłam, ale w końcu bariera obronna została przerwana i rzuciłam się w wir przedświątecznych porządków. Jak tak dalej pójdzie i mój zapał nie spłonie tak szybko jak się rozpalił to do Świąt będę gotowa na miesiąc przed Świętami, przynajmniej jeśli chodzi o doprowadzenie mieszkania do stanu, w którym godnie będzie mogło służyć za miejsce do wigilijnego biesiadowania (Potem się z niego wyprowadzimy i wrócimy w Wigilię ;) )
Poza sprzątaniem zaczęłam ku rozpaczy mojego męża obmyślać co, komu i kiedy kupimy w prezencie pod choinkę oczywiście najbardziej skupiając się na pociechach naszych nieocenionych. Ponieważ nienawidzę grudniowych kolejek do kas, mam ambitny plan aby wszystkie prezenty kupić w listopadzie. Ponieważ do końca listopada pozostał niespełna tydzień jestem przekonana (zwłaszcza, że pojęcia zielonego nie mam co i komu), że mój plan jest wykonalny tylko w teorii bo w praktyce to oczywiście nie ma szans żeby został zrealizowany. Zdaje sobie z tego sprawę każdy, kto choć raz próbował kupić wszystkie prezenty za jednym razem w ciągu jednego wyjazdu do sklepu, zakładając oczywiście, że nie kupujemy wszystkim członkom rodziny po czekoladzie :)
Niecierpliwie czekam aż zasiądę z synami żeby zrobić koszmarny, kiczowaty łańcuch z kolorowego papieru, taki jaki ja kiedyś robiłam ze swoimi rodzicami. Kiedy w trójkę, bo w tym roku mam nadzieję dołączy do mnie i starszego syna również młodszy, zabierzemy się za pieczenie ciasteczek, a chłopaki upaprzą kuchnię i siebie kolorowym lukrem i kiedy wspólnie całą rodziną będziemy znowu ubierać choinkę, zmniejszając swoje posiadanie szklanych bombek. Czekam na moment kiedy znowu w oczach swojego męża zobaczę nieopisany podziw kiedy (przepraszam w tym miejscu wszystkich ekologów) rozprawię się z karpiem i kiedy padając ze zmęczenia ogłoszę, że wszystkie dwanaście potraw jest gotowe do spożycia. Czekam na te iskierki w oczach dzieciaków kiedy zanurkują po prezenty pod choinkę i na ten błogi spokój kiedy otoczeni, zdało by się zbędną stertą kolejnych zabawek, spokojnie zasną. Czekam, aż dzieciaki pojadą do dziadków i jak zwykle zdziwią się, że tam też jest choinka i Święta.
Czekam na Święta.... i co z tego, że od listopada?

Mój syn idąc dziś ze mną ze szkoły na cały głos śpiewał "Wśród nocnej ciszy",a  kiedy włączyłam się w to jego śpiewanie, przystanął spojrzał na mnie badawczo i zapytał:
"Mamusiu, ty też to znasz???".
"Tak synuś, to i 'Lulaj, że Jezuniu' i 'Przybieżeli do Betlejem' też znam.",
"A 'Aniołek jak wróbelek' znasz?
" Nie synuś, ale możesz mnie nauczyć"
No i zaczął śpiewać.
Czekam aż pierwszy raz nasze dzieci razem z nami zaśpiewają kolędy. A najbardziej chyba czekam na to żeby kiedyś moi synowie powiedzieli "Mamo u ciebie to były Święta". Bo tak naprawdę tradycje, zwyczaje, ten łańcuch i ciasteczka to dla nich żeby tak jak mnie nauczono, ich również nauczyć, że Święta Bożego Narodzenia i oczekiwanie na nie to wyjątkowy czas.


P.S. Tak sobie myślę, że chyba jednak trochę się starzeję ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)

TOP