10 lutego 2015

Uwaga! Matka ma wolne.


 

Sobotnie zimowe popołudnie. 
Małżonek zabiera urwisów na kilka godzin z domu.
 Matka ma wolne. 

Jeszcze tydzień temu powiedziałabym, że to wstęp do jakiejś totalnie utopijnej historii, ale o dziwo ta historia wydarzyła się naprawdę w ubiegłą sobotę.
Małżonek poinformował mnie, że zabiera całe nasze stadko, dokładnie sztuk dwa, a ja mam wolne popołudnie. Zaraz po tym jak otrząsnęłam się z szoku i zamknęłam za nimi drzwi w mojej głowie zaczęły się tworzyć wizje na spędzenie wolnego czasu. 
Wyłączam telefon, internet, domofon - ma być cisza i spokój. Nikt mi nie będzie przeszkadzał.
Najpierw długi, gorący, nie zmącony okrzykami "sikuuuu!!!" i "kuuupaaaa!!!" prysznic, obowiązkowo w blasku świec. O tak, na takie przyjemności Matka rzadko może sobie pozwolić. Potem czas na wsmarowanie w siebie tony kosmetyków, obowiązkowo do każdej części ciała inny i na inną przypadłość, i paradowanie nago po domu dopóki to wszystko się nie wchłonie tam gdzie powinno. 
Po prysznicu lampka pysznego, czerwonego, wytrawnego wina wypita przy akompaniamencie ulubionej muzyki i czas na chwilę z książką bez przerywania co drugie zdanie bo ktoś akurat coś.
Czas na rozmyślanie i totalne niemyślenie. Na malowanie paznokci i przymierzanie sukienek, które nie pamiętam nawet kiedy miałam na sobie. Czas na święty spokój. 

Taaakkk.....                      
Dokładnie tak wyglądało to popołudnie w moich marzeniach.

Rzeczywistość była 'odrobinę' inna....
Zaraz po tym jak otrząsnęłam się z szoku i zamknęłam za nimi drzwi w mojej głowie zaczęły się tworzyć wizje na spędzenie wolnego czasu (nie wydaje wam się, że już to czytaliście?)
Zaległam na kanapie. Moje zaleganie trwało może jakieś 5 minut po czym zaczęłam czuć się odrobinę nieswojo. Sytuacja z sekundy na sekundę zaczęła mnie powoli przerastać, a do głowy wkradała się niewiadomo jakim sposobem, lekka panika. Nie wiem czy to jakiś błąd genetyczny czy nie wykryte w dzieciństwie ADHD, ale w takiej sytuacji dopada mnie zawsze ten sam demon:

poczucie marnowanego czasu

Skutek jest taki, że zamiast za przeproszeniem przeleżeć to popołudnie z dupą na kanapie korzystając z tego, że oto jakimś cudem zasłużyłam sobie na dość szeroko pojęty urlop:
- ugotowałam rosół
- zrobiłam obiad na dzień następny
- wstawiłam pralkę
- ściągnęłam poprzednie pranie z suszarki i rozwiesiłam nowe
- upiekłam ciasto
- pozmywałam to czego zmywarka zmyć nie dała rady
- ogarnęłam mieszkanie
i......
- pomalowałam paznokcie :)

To się da jakoś leczyć czy nie ma już dla mnie nadziei??





12 komentarzy:

  1. OMG dobra jesteś! Ale że obiad?? Mnie chyba nie chciałoby się stać przy garach ;) chociaż nie wiem.. Nie mam dzieci. Ale ostatnio mając wolny, nie wyjazdowy weekend, zamiast odpoczywać i dać wytchnienie kręgosłupowi, ja: pomyłam okna, zmieniłam pościel i upiekłam ulubione muffiny mojemu mężowi, który był na treningu :)) a miałam odpoczywać :))) Aa, i 3/4 obiadu ugotowałam :P

    www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Spokojnie da się wyleczyć,jak dzieciaki pójdą na studia :)

    A tak na serio to raz ogarniam chałupę, raz zalegam przed kanapą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze trochę daleko do tych studiów no i istnieje ryzyko,że wybiorą uczelnię w Poznaniu i dalej będą mieszkać ze mną :)

      Usuń
  3. Da się leczyć :D Ja po kilku takich akcjach jestem w stanie się wyłączyć i nic nie robić. Albo robić coś ze sobą :) Albo wychodzę i spotykam się ze znajomymi, bo wtedy nie mam szans na ugotowanie zupy i pieczenie ciastek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zdecydowanie preferuję wyjścia z domu bo nie mam dostępu do kuchni i odkurzacza, wtedy regeneruję się najlepiej :)

      Usuń
  4. Chyba każda Matka ma już takie coś zakodowane :P Ja też jak mam chwilę i mogłabym poleżeć, to mam jakieś takie poczucie, ze marnuję czas... Więc robię milion innych rzeczy. Ale w tą sobotę miałam wolne od Męża i dziecka. Miałam wychodne - babski wieczór z przyjaciółkami w klubie, także wybawiłam się, wyszalałam, a w niedzielę stękałam, bo nie miałam kiedy tego nocnego balowania odespać :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd ja to znam, człowiek wyjdzie poszaleje, a na drugi dzień nie ma zmiłuj :)

      Usuń
  5. Przypadlosc bardzo ciezka... Typowa Matka Polka. Mi zalacza sie jeszcze scenariusz, ze cos moglo sie stac zlego bo dlugo nie wracaja...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooo dokładnie też tak potrafię mieć :)

      Usuń
  6. Mam tak samo :) nawet się nie zorientuję jak mąż z dzieckiem z powrotem stoi w drzwiach i mój czas relaksu minął.

    OdpowiedzUsuń
  7. Z tym się raczej trzeba nauczyć żyć. ;)
    Też tak mam, witam w klubie. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)

TOP