8 kwietnia 2015

Pobaw się ze mną!























Święta minęły błyskawicznie. Może to i lepiej bo jeszcze jeden dzień nic nie robienia połączonego z delektowaniem się świątecznym jedzeniem i trzeba by było wymieniać całą garderobę ;)
A tak poważnie to uwielbiam taki czas kiedy jesteśmy całą czwórką w domu. Kiedy możemy spędzić razem kilka chwil i nikt się nigdzie nie spieszy.

Wiecie co najbardziej utkwiło mi w pamięci z tych świąt i pewnie zostanie w niej jeszcze na długo ? Twarze moich chłopaków zaraz po zakończonej wodnej bitwie w Wielkanocny Poniedziałek.
Z tych małych buziaków biła taka szczera, czysta radość. Promienieli ze szczęścia. Mokrzy, zdyszani, na totalnie zalanej podłodze i na tle ociekających wodą ścian. I nie ważne było, że za minutę będę musiała tę powódź jakoś powstrzymać i ogarnąć. Liczyło się tu i teraz i to ich szczęście.

Jak tak sobie o tym myślę, momentalnie staje mi przed oczami drugi obrazek. Mój syn patrzący tymi swoimi dużymi oczami i proszący: "Pobaw się ze mną". 
Tylko, że dalej nie ma radości, nie ma obezwładniającego śmiechu i szaleństwa. Dalej jest: 'za chwilę', 'zaraz', 'jeszcze tylko posprzątam', 'zrobię obiad', 'pobaw się chwilę sam', 'zajmij się czymś innym'.
Tak mija dzień i wieczorem kiedy kładzie się spać pyta: 'A jutro się pobawimy?'
'Tak synku na pewno'. I znowu jest jutro i znowu jest milion rzeczy do zrobienia. A on znowu cierpliwie przychodzi, pyta i po raz kolejny dostaje te same odpowiedzi. I tak mija dzień za dniem. Przecieka przez palce czas, który mogliśmy spędzić inaczej.

Raz na jakiś czas nadchodzi taki dzień jak ten ubiegły poniedziałek. Zabawa, szaleństwo, czas. Przede wszystkim czas spędzony razem. Ale raz na jakiś czas to za mało, za chwilę to dziecko, tak cierpliwe i pokorne, straci tą cierpliwość i już nie przyjdzie. Nie będzie chciał usłyszeć znowu: 'nie mam czasu'. Dorośnie.

Wkurza mnie, wkurza mnie to, że nie zawsze potrafię odpuścić, że często porządek, obiad czy durne wiadomości w TV są ważniejsze. Że nie potrafię spokojnie patrzeć na kurz na meblach, ale potrafię powiedzieć mojemu dziecku 'nie teraz', 'za chwilę'. Że nie mieści mi się w głowie, że obiad może być później niż zwykle ale zupełnie naturalne jest, że przesuwam w czasie zabawę z dzieckiem.

Co z tego, ze jesteśmy razem jak to bycie bywa nieefektywne. Jesteśmy razem, ale w zasadzie jesteśmy obok siebie. Każdy sobie, bo każdy ma swoje sprawy, bez realizacji których rzekomo świat się zawali. Taki czas jak święta pokazuje, że się nie zawali. Przez trzy dni nie było obiadu i choć PM kręcił nosem to przecież nic się takiego nie wydarzyło. Z głodu nikt nie umarł, a wręcz przeciwnie :) Był za to czas na granie w planszówki, na naukę gry w szachy, której syn od dawna się domagał i na wodną bitwę. Był czas na bycie ze sobą.

Kiedyś rozmawialiśmy z dziećmi o potrzebach, o tym czego by chciały. W pewnym momencie kiedy padło pytanie czego chce mama, mój syn powiedział: 'Mama chce mieć święty spokój.'
Jakbym dostała po pysku. Bo co z tego, że najważniejsza dla mnie jest moja rodzina, ich zdrowie, szczęście, to żeby było im w życiu jak najlepiej ? Najważniejsze jest żeby każdego dnia widzieć ich roześmiane buźki, móc ich przytulać, wiedzieć że są blisko? Co z tego, skoro przecież tak często słyszą , że chcemy spokoju, że nie mamy czasu.

Na szczęście grunt to widzieć swoje błędy i umieć je korygować. Oby nasze dzieci w odpowiedzi na prośbę: 'Pobaw się ze mną' jak najczęściej słyszały 'Już' :)

21 komentarzy:

  1. Fajny tekst, prawdziwy. Bez zbędnego lukru, szczery.
    Niestety mam tą samą przypadłość...musze mieć dom na błysk a dopiero wezmę się za zabawę...nie potrafię zacząć dnia bez odkurzania i mycia podłogi :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejny świetny post. Mam to samo, plus dodatkowo zabawa jako zabawa jest dla mnie czynnością strasznie nudną. Staram się leżeć na tej podłodze wśród klamotów jak najczęściej, ale wiadomo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, idealnie mnie zdiagnozowałaś :) Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja tak mam :)

      Usuń
  3. Oj jakbym chciała żeby wróciły te czasy, że chłopcy siądą ze mną.i się pobawią, wszystko obrabiam do południa żeby mieć czas dla nich, ale oni wtedy tego czasu nie mają dla mnie, koledzy, nauka, gry, tylko spacery zostają nam wspólne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, moi jeszcze nie są na tym etapie, ale za chwilę kumple i komp będą ważniejsi niż zabawy z mamą.

      Usuń
  4. Nie lubię takich tekstów. Nie znoszę. Bo uzmysławiają mi, że ja też jestem w tym cholernie słaba. Też za często mowię: zaraz, nie teraz. A potem sie zastanawiam: Kiedy moje dziecko tak urosło? Chyba pomiędzy "zaraz" a "za chwile"... Smutne:/

    A tak zupełnie serio: dzieki za ten tekst. Zawsze warto przypominać, co jest w życiu najwazniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Trafiłaś w samo sedno... tak niestety się zachowujemy i zawsze mamy coś ważniejszego od zabawy z dzieckiem. Ja przez święta starałam się ten "stracony" czas nadrabiać. Wczoraj za to jak wyszłam do pracy przed 9 rano tak wróciłam dopiero po 20 do domu i gryzły mnie takie wyrzuty sumienia. Widziałam się z małym raptem pół godzinki w przelocie od rana kiedy to szykowałam się do pracy. Jak wróciłam do domu to siedziałam z Krzysiem do 22 i bawiliśmy się razem! Mały nie był jeszcze zmęczony i miał taką frajdę, że nie musi iść "aaa" o stałej porze. A ja trochę uspokoiłam moje sumienie, że poświęciłam mu swój czas i miło go spędziliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czesto lapie sie na tym, ze sadzam Filipa z zabawkami a sama ide robic obiad lub sprzatac. Jednak te rzeczy tez ktos musi zrobic. Gdy Maly spi to ja siadam przed komputerem i mam chwile dla siebie. A czas ucieka...

    OdpowiedzUsuń
  7. Każdy z nas ma momenty, że mówi zaraz, poczekaj itp...w sumie nic w tym złego nie ma jednak jeśli dzieje się tak za często to trzeba się trochę do pionu doprowadzić ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Super tekst, jakbym czytała o swoich przemyśleniach. Czas tak szybko leci, i już nie wróci - musze każdego dnia o tym pamietać.

    OdpowiedzUsuń
  9. zaraz to jedna sprawa. czasem po prostu się z mężem kładziemy na podłodze, a nasze dzieci po nas skaczą, przytulają się itd. jednak bywa i tak ze bawię się w dziećmi, myślę że dobra godzina minęła, a tu raptem 10 minut, a ja już mam dosyć. czy jeśli nudzą mnie strasznie zabawy z dziećmi, to znaczy, że jestem złą matką?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie to znaczy, że ze mną wszystko w porządku bo istnieje jeszcze ktoś kogo to nudzi ( i Kasię też nudzi z 'Pod napięciem' to jesteśmy trzy ;) ). A tak poważnie to wszystko zależy od rodzaju zabawy bo w gry czy jakieś kreatywności wszelakie to ja mogę całymi dniami się bawić,ale jak wyciągają Lego i każą mi się bawić ludzikami w Star Wars albo Harrego Pottera to sorry wymiękam :D

      Usuń
  10. Dopiero zdałam sobie sprawę, że samej zdarza mi się mówić nie teraz, zaczekaj czy później. Muszę, po prostu muszę to zmienić. Oli jest ważniejszy reszta może poczekać.

    OdpowiedzUsuń
  11. Niestety sama czarami łapię się na tym że proszę córkę, by pobawila się sama. A przecież dla mnie to przyjemność, wice powinnam się bawił z nią niż stać przy kuchni. Niestety coś za coś. Szkoda tylko, że kosztem uśmiechu dziecka.
    Naslonecznej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Czy to nie prawda? Jak często każemy dziecku czekać? Jak często odkładamy przyjemności i zabawy na później... To okrutne.
    Ale trzeba znaleźć złoty środek

    OdpowiedzUsuń
  13. ja też już teraz się na tym przyłapuję... niestety.. człowiek jest sam w domu a rzeczy do zrobienia jest mnóstwo. staram się angażować człapiącą wszędzie za mną Maję, ale nie raz tez przyłapuję się, Maja nie wolno, Maja idz do taty.. bo jestem zajęta. Czym?? niczym co jest ważnijesze niż Ona. muszę to zmienić. muszę!! bo ona tak szybko rośnie i już nie będę mieć drugiej szansy

    OdpowiedzUsuń
  14. Z tego co przeczytałam w komentarzach to przypadłość większości matek. Widocznie mamy za dużo obowiązków :( Ja też staram się poświęcać jak najwięcej czasu na zabawy, ale zawsze znajdzie się "coś" ważniejszego. Tego "czegoś" jest stanowczo za dużo, zwłaszcza, że czasami to nieistotne pierdoły. Jeszcze teraz młodszy jest na etapie pilnowania mnie na każdym kroku więc nawet uszykować jedzenia spokojnie się nie da, już nie mówię o skonsumowaniu. I niepotrzebnie się irytuję - mam świadomość, ale co z tego jeśli ciągle łapię się na tym samym.

    OdpowiedzUsuń
  15. Swietny, prawdziwy post. Dlatego za to lubię święta. Ja tez często mowię za chwile, za moment ale staram sie strasznie sie staram aby dzieciaki rzadko słyszały te słowa.

    OdpowiedzUsuń
  16. oh ja uczę sie teraz przy drugim dzieciątku aby sprzątanie, gotowanie itp domowe obowiązki nie przytłamsiły mi dnia codziennego. Jasne, że jest trudno, ale jak teraz sie tego nie nauczę to kiedy ? ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Tak dużo w tym prawdy - niestety! Choć wiemy co najważniejsze to w codziennym zabieganiu tracimy to z oczu. / Justyna.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)

TOP