13 sierpnia 2015

Miasto dobrych ludzi czyli jak było na ORF2015


Co roku w okolicach połowy sierpnia wpuszczają do swojego miasta tysiące dziwnych ludzi. Nietypowo ubranych, słuchających jeszcze chyba nadal niszowej muzyki, z dziwnymi fryzurami. Co roku otwierają przed nimi swoje miasto, domy i serducha bo z moich obserwacji wynika, że poziom frustracji Polaków maleje wraz z tym jak bardzo na północ pojedziemy. Ostródę można naprawdę śmiało nazwać miastem dobrych ludzi.

W tym roku to była piętnasta edycja festiwalu. Przez te kilka lat, kiedy w Ostródzie nas nie było, zmieniło się wiele. Od lokalizacji samego festiwalu po warunki sanitarne, które są teraz na naprawdę wysokim poziomie jak na taką imprezę i jeśli ktoś uważa, że coś było nie tak to powinien zajrzeć do festiwalowego toi-toi'a sprzed ośmiu lat. Tych, którzy to zjawisko widzieli nic już w życiu nie zdziwi ;) 

Fakt, na festiwal przyjeżdża więcej osób i coraz więcej mam wrażenie jest tam troszkę z przypadku i niekoniecznie identyfikuje się z muzyką, którą festiwal propaguje. Nie zmienia to jednak faktu, że atmosfera na festiwalu jest fantastyczna. Kiedy jeździliśmy na festiwal sami, wystarczył nam kawałek namiotu, krótkie kolejki po piwo i koncerty do białego rana. Teraz kiedy mamy dzieci oceniamy festiwal na wielu innych płaszczyznach.

Jak już wspominałam, główną zaletą są sanitariaty i tu mega głęboki ukłon do dziewczyn z obsługi Toi Camp'u. Pomimo niełatwej i umówmy się mało przyjemnej pracy (tak wiem, płacą im za to, ale nie każdy chce taką pracę wykonywać), toalety i prysznice były praktycznie bez zarzutu, a dziewczyny uśmiechnięte i pomocne. Reszta obsługi również na każdym kroku służyła radą i pomocą, za co wielki ukłon również w ich stronę. 

Fantastycznie zorganizowany kącik dla dzieci, z którego moje kokony dobrowolnie wylazły tylko na koncert Kamila Bednarka, a tak trzeba było używać jakże wychowawczych środków typu, szantaż i przekupstwo ;)

Jedyne minusy to kilku ochroniarzy bez wyobraźni i ludzkich odruchów, zasłaniających się wymogami narzuconymi przez organizatora, a jak się koniec końców okazywało wysatrczyła odrobina dobrej woli żeby wiele spraw załatwić bez zbędnych emocji.

Brakowało nam też na festiwalu więcej dziecięcego menu bo nie wszystkie dzieci fascynują fast foody, ale i z tym dawaliśmy sobie radę w czym bardzo pomagała pobliska Biedronka :)
My też po festiwalowym obżarstwie chyba będziemy musieli się zabrać za siebie. Upatrzyłam sobie nawet buciki do biegania, o tutaj http://www.butydobiegania.pl/, więc gdyby tylko ktoś jeszcze znalazł sklep gdzie sprzedają silną wolę to chętnie przygarnę :D

Wiem, że niektórzy uważają to za dziwactwo i nieodpowiedzialność żeby zabierać dzieci w takie miejsca, ale dla nas to nie był pierwszy raz i wiedzieliśmy, że zabieramy dzieciaki w naprawdę bezpieczne i fajne miejsce, między dobrych ludzi. Rezygnacja ze swoich pasji i zainteresowań z powodu posiadania dzieci to nie jest dobre wyjście lepiej zaszczepiać te pasje w dzieciach. 

Nasi chłopcy wrócili zachwyceni, nie przeszkadzał im upał, spanie na ziemi (bo przecież jaki problem jest w tym żeby uciąć sobie drzemkę na koncercie w tłumie ludzi), a namiotem byli tak zachwyceni, że do dziś śpią na materacu i tylko cudem wyperswadowałam im rozbijanie namiotu w domu :)

Chcecie zobaczyć jak było? Miłego oglądania. My czekamy już na kolejną edycję. Big Up Ostróda!






















12 komentarzy:

  1. Widać, że impreza jak najbardziej udana, dzieci szczęśliwe. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny wpis, świetna impreza, świetne zdjęcia! Cóż ja mogę więcej dodać?:) Rozmarzyłam się i sama bym z chęcią wyskoczyła się tak pobawić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic trudnego - już za rok kolejna edycja ;) Miasto jest z gumy i przyjmuje wszystkich dobrych ludzi :)
      Aga - mama szczęśliwego po ORF czterolatka, który przespał pod sceną prawie wszystkie koncerty :)

      Usuń
    2. Dokładnie. Na ORF przyjeżdża coraz więcej ludzi i co najbardziej cieszy coraz więcej jest młodego pokolenia, które mam nadzieję będzie później samo ciągnęło na festiwal. Pamiętam taką sytuację sprzed bodajże pięciu lat, kiedy jakaś pani żaliła się, że jej córka, już wtedy nastoletnia, nie chce z nią przyjeżdżać na ORF :) Oby moje dzieci mi tego nie zrobiły ;)

      Usuń
  3. Na koncercie Bednarka też byłam ale taka zabawa to dopiero SZAŁ. Jaram się jak małe dziecko i już obmyślam jak wyciągnąć mojego męża na tą imprezę. Mam cały rok :) Szkoda tylko, że to nie jego klimaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzeba go przez rok przystosować, pojedziemy razem :)

      Usuń
  4. Powiem tylko tyle - fajnie, że są takie miejsca i takie imprezy. Nie było mnie tam i nie będzie raczej, ale cieszę się, że ludzie potrafią się dobrze bawić z dziećmi. Super.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wystawiam ci pomnik! Ja na takie warunki z dziećmi bym się bała jechać. Może dlatego, że młody jeszcze jest bardzo młody i to nie wchodzi w grę, ale na tą chwilę Podziwiam cie!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Tymek miał 9 mc jak był pierwszy raz, z tym, że wtedy nie byliśmy pod namiotem. Chociaż powiem ci szczerze, że przy tych warunkach sanitarnych jakie są teraz bez problemu z takim maluchem można by pod namiot jechać. Najmłodsze dzieci jakie widziałam na festiwalu miały tak na oko ok 6mc :)

      Usuń
  6. Fajna impreza, widać że dzieciaki szczęśliwe :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetnie, że zabieracie maluchy ze sobą i staracie się zaszczepić w nich swoją pasje :) Brawo! WIdać, ze wszyscy świetnie się bawili.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)

TOP