21 września 2015

Uwiera mnie moja zajebistość



 źródło: http://bebzol.com/pl/Kobieta-z-natury-zapracowana.131703.html

Zewsząd słychać głosy: wyluzuj, odpuść. To, że raz nie ugotujesz obiadu albo nie zetrzesz kurzu z mebli sto dwadzieścia razy dziennie, a twoje dziecko będzie biegało w poplamionej bluzce nie spowoduje końca świata. "Nie musisz się przejmować wszystkim" - mówią, "Odpocznij" - mówią, "Nie musisz być ideałem" -  tak mówią. Kurcze ja też tak mówię, pewnie nie raz tu nawet tak pisałam, nie raz zapewne poradziłam tak innej matce, kobiecie. Dlaczego więc uwiera mnie moja zajebistość?


A no bo mówić, a robić to są dwie różne rzeczy.

Wstaję rano, podaję śniadanie, ubieram się, szykuję dzieci do szkoły i przedszkola, odprowadzam - działam jak automat. Wracam, dostaję od męża kawę, odpalam na chwilę kompa, udostępniam post, czasem odpowiadam na maile, piję często już letnią kawę i....wtedy się zaczyna.

Od tego momentu mój mózg zaczyna już funkcjonować i to na najwyższych obrotach.

Posprzątam! Tak muszę posprzątać. Wczoraj sprzątałam. Ale już nie widać. W sumie jak posprzątam to za godzinę też nie będzie widać, ale przecież muszę. Nie da się nic zrobić w bałaganie. No to sprzątam. 
Tylko, że obiad jeszcze trzeba zrobić. Kurcze niczego wczoraj nie wykombinowałam. Trzeba myśleć na gorąco. O! Mam pomysł na post. Pójdę zapisać. Co tu robi ta zabawka? Wyciągają i nie sprzątną po sobie. Wyniosę do tej ich syflandii niech sami sobie sprzątają. Albo nie, ja posprzątam. Ostatnio słyszałam o nastolatku co to pół roku w tajemnicy przed rodzicami węża pod łóżkiem trzymał. Nie no chyba za mali są na węża, muchy się przecież nawet boją. Acha, obiad miałam. No to co by tu ugotować?
Niech będzie na szybko. Zrobię spaghetti. Gdzie ja zostawiłam tą ścierkę od kurzu? Kurcze trzeba załatwić opinię od nauczyciela. Zapiszę. Olej się kończy. Zapiszę bo zapomnę. Dobra poodkurzam, mam jeszcze trochę czasu. O rany, recenzję na jutro miałam napisać. Teraz nie dam rady, wieczorem usiądę. Obiad. A nie, jeszcze pranie wstawię. Albo usiądę na chwilę. Nie, bo się nie wyrobię. zaraz trzeba lecieć po chłopaków. Miałam zapisać Tymka na tańce. Jak wrócę to zapiszę. A i przelew trzeba zrobić. Może zaprawię kilka słoików na zimę. Tak, muszę o tym pomyśleć. Gdzie ja zostawiłam telefon? Ciekawe jak Tymek w szkole. A Natik? Pewnie znowu jak wychodzili ubrał się za ciepło.

Pić mi się chce. Kurcze mięso się zaraz przypali. Ała, klocek. No tak nadepnięcie na lego to najgorsze co się człowiekowi może przydarzyć. Człowiekowi czy kobiecie? Ostatnio młody się ze mną kłócił, że kobieta to nie człowiek. Ciekawe gdzie to słyszał? Głupoty w tej telewizji oglądają. Za pół godziny muszę wyjść. Który to dzisiaj szybciej kończy? Dobra, nie ma czasu się zastanawiać, kończę obiad i lecę. 

Mogłabym tak pisać dalej bo po południu niewiele się zmienia. Zrobić to, załatwić tamto, napisać, zadzwonić, posprzątać, pamiętać - wszystko musi być na 100%. Mózg paruje, na wiele rzeczy zaczyna brakować czasu. Niby wiem, że nie muszę, że świat się nie zawali, ale przecież nie urodziłam się po to żeby być jakaś...urodziłam się po to by być zajebista. Tylko czasem mnie trochę ta zajebistość uwiera ;)

P.S MP ostrzega: Powyższy post cechuje się wysokim zabarwieniem humorystycznym i nie należy go traktować całkiem poważnie :D

20 komentarzy:

  1. Kochana jesteś zajebista <3 My obie tak z poniedziałku zimną kawę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma to jak zacząć tydzień z przytupem :)

      Usuń
  2. Taaa... skąd ja to wszystko znam. Wiem, że nie muszę wszystkiego robić, bo niby świat się nie skończy z takiego powodu, ale muszę, bo się uduszę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj kochana jesteś zajebista:) Wszystko co napisałaś znam doskonale. Tylko ja mam sklerozę i jestem niezorganizowana. Co zmusiło mnie to korzystania z list. Mam ich kilka, no dobra ze 5. Są to kopie uzupełniane co dziennie niemalże. Jedną mam w szafce, drugą w szufladzie, trzecią na lodówce, plus czwartą w torbie plus jeszcze kilka w telefonie no i kalendarz koniecznie. Bez nich bym zginęła, a mój ślubny stwierdza co wieczór "dzień bez listy, to dzień stracony". No racja:) Bez listy niczego nie mogę spamiętać, a nawet jak spamiętam to kosztuje mnie to pamiętanie sporo wysiłku. Za bardzo się wszystkim martwie, a tak mam swoje maiczne listy które pamiętają za mnie. I to pamietają wszystko! Miałam swojego czasu nawet listy sprzatania- co po kolei mam zrobić w domu. Listy obiadów na cały tydzień i zakupów do nich to juz norma- robię zakupy raz w tygodniu i rzadko kiedy mi czegos brakuje (oszczędzam czas i stres że muszę dokupić mleko czy mąkę bo nie mam). To samo z obiadami- nie kminię co ma być co dziennie na obiad, wymyslam obiady na cały tydzień tylko jeden wieczór w tygodniu. Mam listy promocji w dyskontach, które mnie interesują, kiedy będą i po ile. Mam listę rzeczy które muszę załatwić, zadzwonić, co najpierw zrobić a co może poczekać do jutra....listy, listy, listami poganiają. Mam nawet listy z wyprzedzeniem na 2 miesiące kosztów miesięcznych, rachunków do zapłacenia i kwot jakie mi zostaną do "rozwalenia" i na co je "rozwalić" w tym miesiącu:P Pomyślisz że to przesada? Zgadzam się absolutnie. Ale to jakiś mój sposób na ogarnięcie swojego braku zorganizowania, braku czasu, kasy, chęci- tak chęci bo jak masz sprzątać to nie wiadomo w co ręce najpierw wsadzić- a ja wiem bo mam listę buahaha!
    Dzięki temu nie muszę o tym cały czas mysleć. Ani o sprzataniu, ani o obiadach, ani o rachunkach czy telefonach jakie mam wykonać, o rzeczach do załatwienia itd. Mam listy więc nie plącze mi się ta wiedza bo łepetynie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja droga listy to u mnie norma, co nie zmienia jednak faktu, że to co na listę niekoniecznie z głowy chce wyjść :) Muszę się nauczyć nie myśleć o wszystkim :)

      Usuń
  4. Mój mąż od roku pracuje w domu i ta kobieca "zajebistość" zaczyna dopadać też i jego... Dziś na przykład z samego rana jechał po domu na odkurzaczu. Zdziwiłam się, bo odkurzałam wczoraj w południe (co z tego, że była niedziela, a w sobotę było odkurzane, skoro piachu, okruchów i sierści psa było tyle, że ledwo panele przez nie przezierały). A mój mąż mi na to, że niemożliwe, bo nie widać i pokazuje mi w kącie kłaki psiej sierści. Hmm... rok temu, bo musiałam go błagać żeby dotknął odkurzacza, bo się upierał, że raz w tygodniu wystarczy :)
    Wniosek: zajebistość bywa zaraźliwa!
    PS. Lecę do kuchni gotować obiad i prasować, bo jak jeszcze dłużej zostanę przy kompie, to nie zdążę umyć okien przed powrotem dzieci ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam jednostki, które absolutnie nie potrafią się zarazić zajebistością - mój mąż też pracuje w domu :D :D

      Usuń
  5. Wszystkie jesteśmy zajebiste :). Kurczę, też nie muszę nic robić, bo przecież nikt nade mną nie stoi, ale robię i wcale nie wbrew sobie, bo tak już jestem zaprogramowana. Kiedyś taka nie byłam, ale odkąd mam dziecko, mój mózg uległ sformatowaniu i priorytety mi się poprzestawiały ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak ciążowe i pociążowe hormony potrafią zrobić durszlak z mózgu ;)

      Usuń
  6. A nie pomyślałaś, że to co Cię uwiera to może być lego? ;) Ja tez tak mam, że czasami gadam jaka to jestem nieidealna ale swoje zrobić muszę, bo to takie działania z automatu i koniec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym Legiem to może być coś na rzeczy...:)

      Usuń
  7. Bo wszystkie kobiety są zajebiste nie ma co owijać w bawełnę !

    OdpowiedzUsuń
  8. I wpleć w to jeszcze pracę na etat poza domem :-P

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja to mam zazwyczaj tak, że zanim ustalę plan działania, to juz muszę się zbierać... Więc wtedy motorek w tyłek i SZYBKOOOO, bo nie zdażę ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. eee tam fajnie jest ociekać zajebistością :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dołączam do grona zajebistych z tą różnicą, że kawy nie piję :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny tekst! Coś o mnie dosłownie :D

    OdpowiedzUsuń
  13. i ja pijałam zimną kawę, ale juz nie ! zmieniło sie ! Teraz pije duszkiem wrzątek ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Czasami też sama do siebie mówię, ze powinnam odpuścić... ale... nie potrafię. Są rzeczy, które zrobić muszę, nawet 20 razy dziennie, bo tak i już. A jeśli tego nie zrobię to czuję, że moja zajebistość na tym cierpi :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)

TOP