5 listopada 2015

Nigdy nie byłeś głodny!



jedzenie matki polki fanaberie

Stoję nad wielką miską pieczarek. Nogi wchodzą mi w tę część ciała gdzie kończy się kręgosłup, a wspomniany kręgosłup ma ochotę wyskoczyć i udać się na drzemkę. Chwilę temu przerobiłam skrzynkę pomidorów i z kilka kilo buraków. Nie, to nie był zaplanowany zamach na siebie samą co by dokonać samounicestwienia, a  moim marzeniem wcale nie jest paść na pysk przy garach. Wszystko to, okraszone pytaniem "Zrobisz coś z tym?", dostałam. Mogłam powiedzieć, że nie, mogłam nie fundować sobie roboty na cały dzień, mogłam spojrzeć i powiedzieć, że to się już do niczego nie nadaje.

Jeszcze w szkole średniej i na studiach miałam okazję pracować w sklepie spożywczym. Od tego czasu poniekąd przestałam wierzyć w biedę. Nie znaczy to, że uważam, że ludzie nie są biedni. Owszem są, ale w wielu przypadkach bieda nie wynika z braku pieniędzy, ale  z braku gospodarności, umiejętności dysponowania swoimi dochodami czy nieumiejętnym korzystaniu z tego co nam życie oferuje.
Często tam gdzie nie ma pieniędzy nie ma też rozsądku. Jest za to przemożna chęć pokazania na siłę, że wcale nie jest źle, że wcale mi nie brakuje, że na wiele mnie stać. A to prowadzi do głupiego korzystania z tego co mamy.

Pracując za ladą naoglądałam się tak przedziwnych rzeczy, nasłuchałam tak nieracjonalnych życzeń i zobaczyłam taką niegospodarność, że zrozumiałam dlaczego wielu ludzi jest biednych. Oni są biedni na własne życzenie. Sami robią wszystko żeby z tego stanu się nie wyprowadzać.

To nie jest tak, że jak ktoś ma mało, to ma tylko i wyłącznie oszczędzać. Każdy człowiek raz na jakiś czas potrzebuje choćby namiastki szeroko pojętego luksusu, ograniczanie się we wszystkim, odbieranie sobie przyjemności, odmawianie wszystkiego bo mnie nie stać też nie jest dobre, ale ...

Bieda aż piszczy, ale klient nie kupi chleba z poprzedniego dnia choćby był mocno przeceniony, ba często zdarza się, że po południu nie kupi tego, który z piekarni był przywieziony rano. Warzywa tylko najpiękniejsze (nota bene ekologiczne nie znaczy równiuteńkie i idealne), równe marchewki (mimo, że i tak wylądują w sałatce), rzodkiewki jak malowane (podwiędnięte listki nie wchodzą w grę pomimo, że cena jest o połowę niższa) i świeże banany (mój ulubiony tekst z tamtych czasów, na który miałam jedną odpowiedź, że 'owszem świeże, wczoraj zrywane'). I choćby taki klient dostawał towar przeceniony o połowę, albo nawet za darmo tylko po to, żeby się nie zmarnowało, żeby nie wyrzucać jedzenia, żeby nakarmić swoje dzieci, to nie weźmie.

Ktoś powie, że to duma jest powodem. Jak ci brakuje pieniędzy, jak twoje dzieci chodzą głodne, jak nie masz jak wykarmić rodziny to dumę chowa się wtedy głęboko. Zresztą z moich obserwacji wynika, że z dumą nie ma to za wiele wspólnego, bardziej ze wspomnianą już niegospodarnością, albo niestety głupotą. Przypadki gdzie na chleb nie ma, ale na paczkę fajek każdego dnia być musi, też są nagminne.

Znasz uczucie głodu? Wiesz jak to jest kiedy żołądek przykleja ci się do kręgosłupa, a w brzuchu nie ma siły już nawet nic burczeć? Znasz to uczucie kiedy z głodu robi ci się słabo, a twoim marzeniem nie jest zjedzenie obiadu czy ciepłej kolacji, tylko zjedzenie czegokolwiek? Nie wiesz. Ja też nie wiem. I ci ludzie opisani powyżej też nie wiedzą. Gdyby wiedzieli inaczej podchodziliby do tematu zakupów i gospodarowania swoimi pieniędzmi. Nigdy tak naprawdę nie byli głodni.

Wracając do moich pieczarek, pomidorów i buraków. Przygotowane do wyniesienia do piwnicy stoi 7 słoiczków z buraczkami, będą w zimie do obiadu. W zamrażarce mam gotowy farsz do pierogów na święta, a na obiad były fantastyczne krokiety. Jest też swojej roboty przecier pomidorowy, jakoś nie przeszkadza mi, że z nierównych pomidorów. Mogłam to wszystko wyrzucić, mogłam się nie narobić jak dziki osioł, mogłam przecież zapłacić i kupić gotowe. Tylko po co? 

18 komentarzy:

  1. Zazdroszczę Ci tych kulinarnych umiejętności ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie umiejętności to geny :) Jak mój mąż mi się oświadczał to mu powiedziałam, że gotować nie umiem, a od pieczenia to są cukiernie. Sama bym wtedy nie pomyślała, że kiedyś będę robiła zaprawy, no ale przed genami nie uciekniesz :)

      Usuń
  2. Masz rację. Jestem podobnego zdania. Kiedyś zdarzyło się nam ze były ciężkie czasy. Wtedy faktycznie kupowalo się chleb tańszy czy warzywa juz nie takie boskie (o eko to nie wspomnę ;) ). Podobnie jest z pracą. Ludzie narzekają, że nie ma pracy. A praca jest tylko się wybrzydza. Bo widocznie ludziom za dobrze.

    Zazdroszczę zapasów. Ja niestety nie mam gdzie chować takich rzeczy (nie mamy piwnic i komórek lokatorskich). Ale na szczęście mam kochanych rodziców którzy dorobia ze 2 słoiki ulubionego kompotu czy soku :) i Jeszcze mogę zabrać kiedy potrzebuje :)) podziwiam wytrwałość, bo przy dzieciach to nie lada wyzwanie takie gotowanie i robienie zapasów :)

    www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za słowa uznania :) Ale w tajemnicy przyznam się, że ja też poniekąd jestem słoikiem bo jak tylko jadę do rodziców to mimo swoich zapraw i tak zawsze coś przywiozę :)

      Usuń
  3. Trafnie to wszystko ujęłaś! Znam rodzinę, wielodzietną , biedną.....pani z warzywniaka daje im warzywa, nie, nie te co już gnija , ale te których ona wie , że mimo iz sa OK to kliencie juz nie kupią! A gdzie potem widzi te kilogramy kapusty czy brokułów ofiarowanych tym dzieciom? Taak, zgadłaś, na śmietniku!

    OdpowiedzUsuń
  4. przykre, ale prawdziwe, wielokrotnie obserwuję taką niegospodarność u siebie w gospodarstwie podczas prac sezonowych. Na fajki mają ale kanapek na 8 godz pracy nie wezmą. Kapustę dostają za darmo nie wezmą, bo trzeba 3 obite liście z niej zdjąć więc takiej to oni kijem nie ruszą. W tym roku mieliśmy na kawałku pola problem z parchem - ziemniak niehandlowy jak to określili "kupcy" mąż mój zadzwonił do znajomych którym wiecznie brakuje i powiedział że moga je wziąć za darmo tylko muszą sami sobie pozbierać.....zgadnij czy przyjechali?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś nie trudno się domyślić niestety :(

      Usuń
  5. A ile jedzenia marnuje się u niektórych w lodówkach... ale to raczej osobny temat. Ja to się cieszę, gdy dostanę od rodziny czy znajomych owoce, warzywa, niezależnie czy na przetwory czy do bieżącego zjedzenia. Zawsze to oszczędność, bo za to nie płacę, więc nie gardzę takimi podarunkami, a szczególnie ogródkową marchewką czy dynią dla synka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przykre, ale prawdziwe. Zdarzył się u nas raz kryzys finansowy, ale przez myśl mi nie przeszło żeby wtedy wybrzydzać. Jak jest okazja to biorę! To, że pieczarki mają kilka plamek to co.. zrobi się zaraz pysznego gyrosika i zaraz tych pieczar nie będzie ;)

    Ile ja się nastałam w tym roku przy pomidorach i burakach... o matkobosko... ale wszystkie sosy pomidorowe już wciągnięte, po buraczkach tez już śladu prawie nie ma, a za ogórkami naszymi własnoręcznie przerobionymi już tęsknimy :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Nic dodać nic ująć. Ja nawet kilkudniowa wędlinę potrafię przetworzyć i zjeść, żeby się nie zmarnowała. A na biedę nie narzekam, ale może właśnie dlatego :P. kiedys oglądałam program, gdzie dziewczyna żywiła się odpadami ze śmietnika. Ale nie zepsutymi resztkami, po prostu znajdowała dobre rzeczy, które ludzie wyrzucają. Najlepsze pyszności znajdowała w śmietnikach restauracji, gdzie potrafiła znaleźć świeże sushi...

    OdpowiedzUsuń
  8. Nienawidzę marnować jedzenia. Coraz bardziej uczę się gospodarnosci i przetwórstwa żywności by całkowicie podobne sytuację wyeliminować.
    Jeśli robię przetwory to nie mam problemów by kupić "wyprakowane" produkty. Pomidory na sos kupiłam wręcz przejrzale. Sos wyszedł przepyszny :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Znam taką osobę, zresztą bliską mi bardzo co to pieniędzy nie ma za dużo, ale złote klamki by chciała i ukrywa przed innymi swoją biedotę...

    OdpowiedzUsuń
  10. czytałam niedawno artykuł w sieci. Dziennikarz wybrał sie w objazd śmieciarką. po takim turnee dokładnie opisał co u nas się wyrzuca najczęściej i czego najwięcej. Chleba, ogólnie żywności, często jeszcze nie zepsutej. Serce boli

    OdpowiedzUsuń
  11. bo im biedniejszy tym chce pokazać, poczuć się lepszym. Może tu tkwi cały szkopół ? Bo biedniejszy do mopsu to się wstydzi, a ten co ma, co prawie w luskusie pływa i tam zaglądnie bo może coś "skapnie", "skrobnie" przy okazji.

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak mi się skojarzyła sytuacja, gdy koleżankę zaczepiła kobieta o jakąś kasę na jedzenie. Ta poszła do sklepu, kupiła pieczywo, masło, wędliny i ser i wręczyła kobiecie. Co zrobiła tamta? Wyrzuciła całą siatkę do kosza... To tak trochę pobocznie, ale mnie irytuje takie marnotrawstwo!

    OdpowiedzUsuń
  13. U mnie sporo się niestety marnuje- zwyczajnie nie potrafię przewidzieć ile czego zjemy, albo zrobię za dużo i na rzeci dzień nikt juz tego jeść nie chce. Ale ostatnio staram się nie kupowac na zapas i nie marnować.
    Lubię dostawać takie niespodzianki, ale głównie owoce :) Te przerobię, zjem zawsze- czy na surowo czy w kompocie czy w ciastach.
    A co do kupowania "gorszych" rzeczy. Zdarza mi się kupić coś przecenionego w Lidlu (jak data ważności się kończy), ale tylko wtedy gdy wiem, że zużyję to danego dnia. Często robię też obiad "na winie", czyli z tego co się nawinie w lodówce, czasem jak nie mam pomysłu, to szukam inspiracji w necie i z paru produktów można zrobić super danie. A tak by się zmarnowało...

    OdpowiedzUsuń
  14. To ja lepsze przypadki znam. Co miesiąc 2 pary nowych spodni, butów i innych dupereli a w sklepie jedzenie na krechę. Ludziom się w dupach przewraca po prostu. Najlepiej żeby dostać towar prosto od producenta do ręki. Czasem kupię coś co nie jest idealne- warzywa, owoce- jeśli nie są zgniłe ani spleśniałe to spokojnie można do zupy, czy sałatki ,czy jeszcze do czegoś innego wykorzystać

    OdpowiedzUsuń
  15. Podpisuję się pod Twoim tekstem w stu procentach! Mnie chyba najbardziej boli, kiedy niby biednie ludzie kupują nadmiar żywności, żeby następnie ją wyrzucić i sytuacja, kiedy ktoś smęci, jaki to on biedny a z papierosów nie zrezygnuje. Ale generalnie wiele jest takich przykładów. Oczywiście nie neguję istnienia ludzi faktycznie biednych, którym nawet mimo ogromnej gospodarności brakuje, ale takich, co nie potrafią zarządzać swoim majątkiem, jest naprawdę wielu.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)

TOP