16 listopada 2015

W zdrowym ciele, zdrowy...leń


jak biegać
Mieszka ze mną od dawna, właściwie odkąd tylko pamiętam. Nawet wyprowadzka za mężem do innego miasta nie pomogła. Spakował się bez mojej wiedzy, załadował do samochodu razem ze mną i zamieszkał z nami pod jednym dachem. Nigdy specjalnie za nim nie przepadałam, ale też nigdy jakoś szczególnie mnie nie drażnił. Żyjemy ze sobą już w sumie taki szmat czasu, że nauczyliśmy się jakoś specjalnie sobie nie przeszkadzać.

Niestety są sytuacje, w których On się uaktywnia. W przeszłości największym zaangażowaniem wykazywał się na lekcjach wf-u przy czym paradoksalnie nie było go ze mną kiedy chodziłam na treningi drużyny koszykarskiej, w której grałam. Nie ma go również wtedy gdy idziemy z rodziną na długi spacer, gdy jesteśmy na górskim szlaku czy wybieramy się na pieszą wycieczkę po wybrzeżu. Wypełza z ukrycia dopiero wtedy gdy sprawdzam oferty siłowni w okolicy lub na youtoubie przeglądam filmy z Chodakowską.

Sporo czasu zajęło mi rozszyfrowanie go. Zrozumienie, dlaczego czasem siedzi cicho i nie wyściubi nawet czubka nosa, a innym razem rozsiada się nonszalancko i przytłacza mnie swoją obecnością. Na szczęście rozgryzłam w końcu padalca. Ujawnia się wtedy kiedy ktoś coś mi każe (lekcje wf-u), albo wtedy kiedy wiem, że powinnam (siłownia i Chodakowska). Nie ma go natomiast wtedy gdy właściwie nic nie muszę, a wszystko co robię dzieje się tylko i wyłącznie dla przyjemności. Wtedy nawet po przejściu kilkunastu kilometrów, On nie ma odwagi się ujawnić i na mnie wpłynąć.

Co mi dała ta dekonspiracja? W zasadzie nic. Leń jak Leń, dalej leży sobie wygodnie na kanapie i ani myśli namówić mnie na ruszenie tyłka na jakiś fitness czy choćby wyciągnięcie żelazka i zminimalizowanie tej niebezpiecznie narastającej w szafie sterty ubrań. Za to jak tylko mam ochotę na spontaniczny spacer, wyjazd czy choćby wyjście na zakupy, podkula ogon i kryje się spłoszony.

Nie wiem, może gdybym zainwestowała w profesjonalne buty do biegania (http://sklep-luz.pl/) albo jakiś sprzęt sportowy to łatwiej byłoby przegonić niechcianego współlokatora? Z drugiej strony nie ukrywam, że czasem jest nam ze sobą naprawdę dobrze :)
A wy macie swojego Lenia?

13 komentarzy:

  1. Ze względu na nawał obowiązków musiałam niestety zerwać tą "przyjaźń" już dawno. Trochę mi go jednak brakuje czasami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aktualnie też nie narzekam na brak zajęć, ale że ten nawał sprawia mi przyjemność to mój współlokator się nie wychyla :)

      Usuń
  2. Czy mamy? Ba, a kto go nie ma :) Wczoraj wiódł prym w naszym domu, leń każdego z nas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj u nas też czasem wszystkich na raz dopada :)

      Usuń
  3. A ktoś nie ma?? :))) Ostatnio napada mnie coraz częściej łobuz jeden :) jednak lubię być w ruchu, więc czasem z nim wygrywam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Leń właśnie do mnie przyszedł i siedzi tak sobie razem ze mną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozsądnie byłoby powiedzieć żebyś przegoniła drania, ale z drugiej strony co takiego złego jest w siedzeniu... :)

      Usuń
  5. Oj znam gościa ;) ale walczę z nim! zazwyczaj przegrywam, ale liczy się walka :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie na darmo ktoś powiedział, że liczą się intencje :)

      Usuń
  6. Każdy ma swojego lenia :) Nasz występuje nagminnie w weekendy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tą chorobę nazywam - leniwiec pospolity :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, lenia to ja znam na wylot! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)

TOP