26 stycznia 2016

Matko zapytaj doktora Google


Google doktor

Mówi się, że pojawienie się dziecka to rewolucja, że rodzice muszą się wszystkiego nauczyć, że młode mamy bywają zagubione, błądzą jak we mgle. Na pomoc tym biednym, zagubionym mamom wychodzą wydawnictwa z całym stosem poradników i prasy o tematyce ciążowo-rodzicielskiej, szkoły rodzenia i bardziej doświadczone mamy. Na przeciw wychodzi też guru młodych mam - poważany w szerokich kręgach dr Google. 

Kiedy rodziły nasze mamy, nie było szkół rodzenia, nie było poradników i internetu. Był za to instynkt. Młoda mama co najwyżej mogła liczyć na pomoc mamy lub teściowej tudzież musiała właśnie polegać na instynkcie. Nikt takiej mamie nie pokazywał jak przewijać, karmić czy ubierać dziecko. Kierowana instynktem i tym co on jej podpowiadał otaczała swoje dziecko troską, opieką i miłością.

Kiedy ja rodziłam starszego syna, kupiliśmy z mężem jeden (dość żartobliwie napisany) poradnik. Miałam też stosy gazet dla przyszłych mam i zaliczyliśmy szkołę rodzenia, która prawdę mówiąc nie przydała się do niczego. Nie dowiedziałam się tam niczego czego bym nie wiedziała, nie spłynęła na mnie żadna odkrywcza wiedza ani nawet nie poznałam tam żadnej ciążowej koleżanki. Ot strata czasu i pieniędzy.

Kiedy Starszak pojawił się na świecie nie umierałam z przerażenia przy pierwszej kąpieli czy pierwszym obcinaniu paznokci. Nie mdlałam przy każdym większym płaczu i nie jeździłam na pogotowie. Starszak był zdrowym, spokojnym dzieckiem, a mi wystarczył instynkt żeby bez problemu się nim zajmować. Ok, raz spanikowaliśmy, najlepszym się zdarza. Panika kosztowała nas 200zł i do dziś się z tego śmiejemy, nawet nie tyle z sytuacji co z własnej głupoty.

Teraz kiedy sporo czasu spędzam w internecie zauważyłam, że młode mamy macierzyństwo poza tym, że rzecz jasna cieszy, to również przeraża. Nie pokusiłabym się o stwierdzenie, że zagubiły instynkt, ale czuję, że przestały w niego wierzyć, na swój sposób same go zagłuszają. Nie ufają swoim pierwotnym instynktom, temu co podpowiada im ich własny rozum, ciało i serce, a posiłkują się głównie tym co radzi osławiony dr Google ewentualnie obce matki na Facebooku.

Mamy pytają i szukają rady na wszystko. Czasem odnoszę wrażenie, że  większość dzieci wychowywana i leczona jest przez internet. I żeby ktoś mi zaraz nie zarzucił, to nie jest tak, że sama nie korzystam, oczywiście, że korzystam bo wiadomo, że w 'niewiadomych' sytuacjach, najbliżej nam do komputera i internetu, ale na miłość Boską nie traktujmy internetu jak wyroczni. 

Google, Facebook to ludzie. Przeważnie obcy. Tyle się słyszy jak młode mamy spinają się na 'ciocie dobra rada', a jednocześnie czerpią wiedzę na forach internetowych, Facebooku i u wspominanego już dr Google. I co? Rzeczywiście sądzicie, że ci ludzie po drugiej stronie internetowego kabla dobrze wam doradzą? A skąd masz pewność, że nie siedzi tam taka ciocia dobra rada i nie wciśnie ci kitu?

Pół biedy jeśli chcemy zasięgnąć wiedzy na temat szpitala w którym chcemy rodzić albo sposobach na odsmoczkowanie naszego szkraba, ale kiedy matka zanim wyjdzie z dzieckiem na spacer zadaje na Facebooku pytanie czy już dziś ktoś wychodził bo nie wie jak ubrać dziecko to wszystko mi opada (autentyczna sytuacja z wczoraj).

Wiem jak to zabrzmi. Ale za moich czasów, otwierało się po prostu okno.

;)



25 komentarzy:

  1. Z tym instynktem to nie do końca się zgodzę, bo ja mimo że miałam to pielęgniarki bardzo mnie poprawiały. W przypadku wcześniaka to nie taki łatwe słuchać jedynie instynktu jak stoi nad tobą 2 lekarzy i 3 pielęgniarki. Tłumaczą jak dotknąć żeby nie oderwać kabli, nakarmić też nie możesz bo zrobią to pielęgniarki specjalną rurką... W tym momencie instynkt nie do końca się przydaje. Chociaż nie powiem, że go nie miałam.
    Też wiele razy googlowałam wyniki badań Filipa, jakieś lekarskie znaczki i skróty. Specjaliści wysyłali nas od jednego do drugiego pisząc do siebie szyfrem, a nam mówili dwa zdania i na tym koniec. Moje lęki były silniejsze. Pytałam o różne sytuacje, lekarzy i choroby na forach ale nigdy odpowiedzi mnie były dla mnie 'alfą i omegą'. Wiedziałam, że każdy przypadek jest inny i ostateczną decyzję podejmuje lekarz. Tylko, że Ci lekarze traktowali mnie lekceważąco i nic nie chcieli mówić. Można poczytać, poradzić się ale warto brać to wszystko z dystansem.

    Przepraszam za to, że musisz teraz czytać taki długi komentarz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś to zniosłam ;)
      Wiesz mi nie koniecznie chodzi o szukanie objawów, skutków itp bo nie oszukujmy się, to robi każdy. Ale rozwala mnie właśnie, ze ludzie to się o wszystko pytają dosłownie. Niedługo ktoś wrzuci filmik swojego dziecka z pytaniem czy skoro stoi w taki, a nie inny sposób to mu się chce kupę czy siku ;)

      Usuń
    2. Wiesz mi by się to przydało :D Może częściej by nam się udało zdążyć na nocnik ;)

      Usuń
  2. Jak Tosia złapała rumień zakaźny, to googlowałam co to za świństwo, bo nikt przed nami na to nie zapadł:D
    A jak się ubrać rano nigdy nie wiem, ale wtedy patrzę przez okno albo wychodzę na balkon i wyciągam średnią z tego jak są ubrani ludzie, bo tym też zdarza się zaszaleć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja moim wygooglowałam odrę i jak się okazało całkiem słusznie, ale bawi mnie pytanie o pogodę :)

      Usuń
  3. Ja raz zajrzałam do dr Google w dziedzinie zdrowia- swojego. Przeczytałam gdzieś diagnozę, która mówiła, że katar = śmierć ( taki przykład) i więcej nie zajrzałam. Fakt szkołę rodzenia ogarnęłam na youtube bo do najbliższej miałam 30 km krętymi drogami, zimą i w nocy :)
    Widząc zdjęcia wrzucane przez matki- jakaś wysypka- i pytanie co to może być, ciśnie mi się na usta- idź do cholery do lekarza, a nie na forach pytasz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze dobrze, że ja teraz nie zapytałam dr G bo też mam katar ;)
      Co do wysypki to ja mam razem z kilkoma dziewczynami zamkniętą grupę, znamy się kupę lat i też się konsultujemy w różnych sprawach, ale to tak jakbym zapytała mamy, ale pytać obcych ludzi i to jeszcze czasem o takie bzdury to nie kumam.

      Usuń
  4. Ja się muszę przyznać, że nie wierzyłam w swój instynkt po urodzeniu pierwszego dziecka. BYłam przerażona, zrozpaczona i rozdarta ,bo z jednej strony chciałam pomocy, ale rady otrzymywane od rodziny, znajomych jakoś mi nie pasowały. Dopiero po kilku tygodniach załapałam, że ten mój instynkt jednak działa i to całkiem dobrze,

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana, i otwarła to okno... Okno przeglądarki :P i zapytała: jak ubrać dziecko :P :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam dokładnie tak jak Ty :) Młoda była spokojnym dzieckiem, nie panikowaliśmy podczas kąpania, czy czyszczenia noska - trzeba to się robi :) W poważniejszych sprawach konsultowalam się z pediatrą lub siostra, która urodziła prawie równo ze mną, taka wymiana spostrzeżeń to dobra rzecz! Internet jest fajny, ale nie w kwestii wyszukiwania spraw dotyczących chorób.......można umrzeć choćby od znalezionej tam wiedzy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, można się nabawić 'lekkiej' nerwicy :)

      Usuń
  7. To prawda, teraz google ma odpowiedź na wszystko, takie czasy :).

    OdpowiedzUsuń
  8. Dr Google nie pytam, bo zawsze mi mówi, że umieram :) Czasem szukam tylko wytłumaczenia jakiś nazw medycznych, któych nie rozumiem, ale na pewno nie diagnozy. Wolę iść do lekarza.
    Poradników bardzo nie lubię- są zbyt uogólnione, a przecież każde dziecko jest inne. Też po narodzinach Polki zdałam się na instynkt.
    Akurat mi szkoła rodzenia się przydała, a bardziej zajęcia z jogi i oddychania. Z Polką na szkołę nie chodziłam (żal mi było pieniędzy, bo była wtedy płatna) i na sali porodowej spanikowałam, jak położna powiedziała, że mam oddychać (no przeciez oddychałam ;)). Teraz na szkołę chodziłam i chociaż sporo wiedziałam, to wiele informacji, np. o karmieniu piersią, uzupełniłam. Ale sporo zależy od osoby prowadzącej zajęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, z tymi szkołami to różnie bywa bo są dobre i złe. Jak ze wszystkim.

      Usuń
  9. A co jeżeli ktoś nie ma okna? Jeżeli jego jedynym oknem na świat jest właśnie internet? Tak sobie pomyślałam, że szczytem wszystkiego byłoby pytanie: "Moje dziecko krztusi się od kilku minut. Co robić?".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozwaliłaś mnie :D Ale powiem ci, że takie dziwne pytania już czytałam, że nawet takie chyba by mnie nie zdziwiło :)

      Usuń
  10. Spytaj o cokolwiek na jakieś grupie mam, to ci opiekę społeczną na głowę sprowadza i policję, bo taka wyrodną matką jesteś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One tylko moja droga wiedzą lepiej niż ty ;)

      Usuń
    2. prawda, jakie to straszne? :))

      Usuń
  11. Myślę, że nie ma nic złego w korzystaniu z wujka Googla, pod warunkiem, że robi się to z umiarem i z głową na karku, nie przyjmując wszystkiego o czym mówi jak wyrocznię.
    "Wujek google powiedział, żeby włożyć zakatarzone dziecko do pieca na trzy Zdrowiaśki" nie polecam próbować :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja jestem z pokolenia gdzie poradniki byly najważniejsze, jednak jako matka wcześiaka zdecydowanie wolałam poradę specjalisty. Czasem lekarze ignorują matkę pytającą o stan zdrowia ale w pewnym momencie dojrzałam i nie pozwalalam się zbyc, to ułatwiło mi znacznie kontakt z lekarzem. W internecie ponad 70% porad pisanych jest przez laików a ja zdrowiem nigdy nie bede ryzykować

    OdpowiedzUsuń
  13. Czego ja nie wyczytałam u tego wujka :D najgorsze choroby

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)

TOP