4 stycznia 2016

misja dieta


postanowienia noworoczne
źródło: http://www.turbodieta.pl

Co roku miliony kobiet na całym świecie i pewnie nie są to przesadzone dane mają jedno i to samo postanowienie noworoczne - MUSZĘ SCHUDNĄĆ! I choć w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia jesteśmy święcie przekonane, że tego chcemy, to już około południa pierwszego dnia roku zaczynają dopadać nas wątpliwości. Twarde zawodniczki wytrzymują nawet dzień albo i kilka, są i takie, które postanowienie realizują, ale przeważnie kończy się na tym, że odkładamy dietę do poniedziałku. I to bliżej nieokreślonego poniedziałku.

Z zasady nie robię noworocznych postanowień ponieważ uważam, że postanawiać tak samo można od 15 kwietnia, 27 września jak i od 1 stycznia. Data nie ma tu najmniejszego znaczenia. Grunt to najpierw nastawić się psychicznie tak, żebyśmy były pewne, że postanowienie zostanie przez nas zrealizowane, a cel osiągnięty. 

Na diecie byłam dwa razy. To znaczy, żeby było jasne w swoim życiu zaliczyłam pewnie kilkadziesiąt poniedziałków rozpoczynających dietę (jak każda :) ), ale mocne postanowienie poprawy i rzeczywista realizacja celu tak naprawdę miała miejsce zaledwie dwa razy. Pierwszy raz nie ma absolutnie nic wspólnego z odchudzaniem, a wręcz przeciwnie. Przytyłam na tej diecie 16 kg ;) Dietę musiałam rozpocząć z dniem w którym dowiedziałam się, że jestem w ciąży z Młodym i wytrwać na niej przez kolejne osiem miesięcy. Udało się. Na koniec moja ginekolog prowadząca powiedziała, że dokonałam cudu, a ona będzie mnie stawiała za wzór swoim pacjentkom wlewając w nie wiarę, że to się może udać.

Drugi raz nastąpił dokładnie siedem miesięcy później i jakoś tak się złożyło, że wystartowałam właśnie z początkiem roku. Obie ciąże, w których przytyłam w każdej po 15-16kg pozostawiły swój ślad, a ja pomimo wysłuchiwania banałów, że kobieta po ciąży jest piękna itp. okropnie źle czułam się z tym swoim 'pięknem'. Zawsze byłam szczupła i nadal chciałam taka być.

Nie chcę żebyście mnie źle zrozumieli bo to nie jest tak, że uważam, że jak ktoś ma kilka kilo więcej to się powinien schować do szafy i nie wychodzić (sama aktualnie musiałabym w tej szafie siedzieć). Sedno w tym, że każdy powinien czuć się ze sobą dobrze, a ja nie czułam się dobrze. W cztery miesiące stosując tylko dietę pozbyłam się czternastu zbędnych kilogramów i schudłam do wagi ze studiów.

Te dwie sytuacje utwierdzają mnie w przekonaniu, że potrafię, że mam silną wolę jeśli tylko tego chcę. Teraz przyszedł czas na trzeci raz. Nie czuję się ze sobą dobrze, a nie czując się ze sobą dobrze nie mogę normalnie funkcjonować. Postanowienie poprawy jest, determinacja jest, samozaparcie jest. Pora na realizację. Cel to 7 kilogramów i możliwość zrobienia sobie z Elizą w marcu zdjęcia bez żadnych kompleksów ;) Czy mi się uda? Musi. Innej opcji nie przyjmuję i mam nadzieję, że będziecie trzymać za mnie kciuki i będziecie wspierać w tej jak wszystkie wiemy często niełatwej walce. A ja będę Wam sukcesywnie zdawać relację z postępów.

To jak? Ktoś jeszcze rusza ze mną tyłek? :)

34 komentarze:

  1. No to nie wiem czy to nasze selfie się uda, bo ja mam cel przytyć :P. Jak to będzie wyglądać? Moja gruba dupa i wychudzony tyłek Matki Polki! Ale trzymam kciuki i jak coś to zaczynam szyć dla siebie worek na kartofle, najwyżej się zarzuci, potem trochę Photoshopa i będzie git. Trzeba trochę determinacji Honoris ukraść, bo w marcu przy niej obie będziemy worek zakładać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eli jak ja schudnę, a ty przytyjesz to akurat będzie w sam raz :) A Honoris to będziemy fotografowały od ramion w górę tylko :D

      Usuń
    2. To może jednak od kolan w dół!?

      Usuń
    3. To ja musze trzymac z Wami, a Honoris w marcu to juz nie będzie widać.

      Usuń
    4. Gosia ty to akurat ani chudnąc ani tyć nie musisz, a Honoris niech się pilnuje bo jak zniknie to trzeba będzie zastępstwa szukać ;)

      Usuń
    5. Wiecie co mi rośnie od tych ćwiczeń ku mojemu zaskoczeniu? Bicepsy...

      Usuń
  2. Ja... ja ja!Też 6-7 kg chcę się pozbyć:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się przyłączam choć uważam dziewczyno, że ty nie masz absolutnie z czego schudnąć!!!!!!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś bardzo dobrze wychowana, że nie chcesz starym ludziom przykrości robić, ale ja mam wagę i duże lustro i wiem swoje :D

      Usuń
  4. Oczywiście, że się dołączam. Chociaz ja też po dwa razy zrzucałam po 16kg, to teraz za trzecim razem jest trudno jak cholera... :-(

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymam kciuki. Sama zabrałam się za siebie przed świętami ..może za rok będę jako-tako wyglądać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam plan do marca :) No i potem część druga do wakacji :)

      Usuń
  6. Powodzenia i trzymam kciuki :). Tym razem się nie przyłączę, bo ostatnio znowu zgubiłam trochę tzn. młody ze mnie wypił kolejne kilogramy i ważę chyba tyle co w liceum.

    OdpowiedzUsuń
  7. i ja też dołączam:) co prawda z większym nadbagażem bo aż 15 kg ale wierze że dam rade - pierwsze kroki poczynione, od kilku dni jem regularnie co 3 godziny , staram sie pić i zaczełam chodzić na siłownie 😄 co z tego wyjdzie? hmmmm mam nadzieje że niwa Ja! pozdro!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję,że obie będziemy świętowały sukces.

      Usuń
  8. Ja też nie wieżę w magiczna moc postanowień noworocznych, jak chcesz coś zmienić każdy dzień jest dobry :)Ja po ciąży mam jeszcze 10 kg do zrzucenia na dobry początek, a dietę mam matki karmiącej :), liczę troszkę że ssak wyciągnie za mnie co nieco

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie właśnie pomyślałam, że dla mnie to ty kochana zawsze w ciąży byłaś :D Kurcze jakoś tak dziwnie będzie w marcu ;)

      Usuń
  9. Ja tam nigdy nie miałam cierpliwości do diety. Kiedyś byłam z koleżankami na diecie czekoladowej :-) Polegała ona na tym, że raz w tygodniu jeździłyśmy rowetami po Wielkopolskim Parku i po każdych przejechanych 10 km, miałyśmy prawo do 1 czekoladowego batonik i jabłka :-P Dodam tylko że średnia długość wycieczki to było ok. 60 km :-D
    Więc życzę Ci takiej co najmniej wytrwałości jaką my miałyśmy tamtego lata.

    OdpowiedzUsuń
  10. Trzymam kciuki. Ja ciągle na diecie bezcukrowej, bezglutenowej a waga ni drgnie, ale to przez choroby. Ale za Ciebie trzymam kciuki! Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  11. Dieta dietą, ale najważniejszy jest ruch! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie wiem z czego chcesz schudnąć, ale nie kłócę się, trzymam kciuki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem wielu tak mówi, ale tak jak pisałam najważniejsze to czuć się ze sobą dobrze. Poza tym ja w Poznaniu mieszkam, mieście skąpców, więc obliczyłam, że taniej będzie schudnąć niż kupować nowe spodnie :)

      Usuń
  13. Ja w zeszłym roku zrzuciłam 30kg, w tym planuję drugie tyle, a jak będzie, to się okaże :) Najważniejsze, żeby czuć się dobrze ze sobą (tak jak pisałaś), tylko wydaje mi się, że czasem warto docenić to, co się ma a popracować nad myśleniem :) Wszystko zaczyna się w głowie. Nie chowaj się absolutnie do szafy, rób swoje i czerp z tego maksymalną przyjemność, z samej drogi do celu, żeby nie zwariować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo w tym prawdy, ale ja jednak najlepiej czuję się jak jest mnie mniej. Tobie również życzę powodzenia.

      Usuń
    2. I ja również :) więc walczymy :)

      Usuń
  14. Wskakuj do mojego pociągu z motywacją. Dla Ciebie bilet za darmo! Tyle, że ja dużo jem :) I słodyczy się nie wyrzeknę, bo nie potrafię! Wolę mięsa nie jeść. No chyba, że chodzi o kebab lub tortillę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słodycze mogą dla mnie nie istnieć. Możesz wierzyć lub nie, ale przy mnie czekolada traci termin ważności, ale jeść niestety lubię i to bardzo :( Motywację natomiast mam, tańsza motywacja niż wymiana garderoby :)

      Usuń
    2. Ja w Ciebie wierzę. Ważne żebyś w końcu czuła się dobrze.

      Usuń
  15. wiem co to znaczy źle się czuć ze samą sobą, dlatego zaczęłam biegać w zeszły roku - do września schudłam tyle ile chciałam i poczułam się wreszcie dobrze,a lustro nie przestało mnie przerażać. Teraz mam przymusową przerwę, ale jak tylko będę mogła to do biegania wrócę bo na prawdę to uzależnia. Trzymam za Ciebie kciuki!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)

TOP