20 lipca 2016

5 powodów dla których byłabym gotowa się rozwieść



Wróciliśmy z wakacji, a właściwie ze wstępu do wakacji bo takie prawdziwe, te na które najbardziej czekamy, dopiero przed nami. Było dość intrygująco, inaczej, osobliwie. Zakochaliśmy się w przyrodzie, w okolicy, w lasach i spacerowych alejkach między nimi. Zakochaliśmy się w widoku z ławeczki na tarasie, na którym każdego ranka napawając się tym widokiem piłam gorącą kawę (kto ma dzieci wie jaką wartość ma gorąca kawa). Nie było tak jak nam się wydawało, że będzie. Pisałam wam o tym kilka dni temu, kto nie czytał niech koniecznie przeczyta (klik). Było na swój sposób pięknie.


Jednak tak jak pisałam w tamtym poście i jak to w życiu zawsze bywa wszystko ma swój koniec. Skończył się pobyt nad jeziorem i trzeba było wracać do cywilizacji miasta. Będąc jeszcze na studiach marzyłam żeby kiedyś mieszkać w dużym mieście. Konkretnie w Poznaniu. Wtedy jeszcze nie sądziłam, że to marzenie się kiedyś spełni i że pewnego dnia zapragnę...się z tego miasta wynieść.
Kilka lat temu przy okazji poszukiwania skrawka ziemi, na którym kiedyś  w przyszłości miałby stanąć nasz przyszły dom, powiedziałam mojemu mężowi, że jestem za młoda na wieś. Przez te kilka lat chyba mocno się zestarzałam bo ewentualna wyprowadzka wcale mnie nie przeraża, a wielkie miasto straciło swój 'studencki' urok. Po prawie dekadzie w dużym mieście istnieje przynajmniej pięć powodów dla których byłabym gotowa wziąć z miastem rozwód:

1. Odległość

W zasadzie mieszkam w miejscu idealnym. Blisko centrum, ale nie w blokowisku. Z idealnym dojazdem do każdego ważnego punktu w mieście, a jednocześnie w pobliżu lasu gdzie można wybrać się na niedzielny spacer. Jednak 'blisko' w przypadku dużego miasta to przeważnie jednak pojęcie względne. Co z tego, że tramwaje odjeżdżają spod mojego bloku co 10 min i mogę się bez problemu dostać tam gdzie chcę skoro dojazd zajmuje mi kilkadziesiąt minut, a moja koleżanka z pobliskiej miejscowości dojeżdża pociągiem do centrum szybciej niż ja. O koszcie taksówki z centrum kiedy starzy wreszcie zwerbują babcię do pilnowania kokonów i wyrwą się na miasto, nawet nie wspomnę. Dla porównania dodam, że mniej więcej płacę za taksówkę tyle ile zapłaciłam za bilet na pociąg z Poznania do Gdyni :D

2. Orientacja

I nie mam tu wcale na myśli żadnych seksualnych preferencji. Chodzi o orientację w terenie, która u mnie jest dosłownie znikoma. Przyjeżdżając na studia mniej więcej wiedziałam jak z uczelni dojść do Starego Browaru, na Stary Rynek i do mieszkania w którym wtedy mieszkałam. W tym momencie po prawie dekadzie spędzonej w tym mieście moja orientacja niewiele się poprawiła. Różnica polega tylko na tym, że teraz wiem jak w te miejsca dojechać tramwajem :) Nie mam potrzeby poruszania się po mieście bo wszystkie najistotniejsze miejsca (czyt: Urząd Skarbowy i Biedra) mam po prostu pod blokiem. Poza tym dla mnie 90% poznańskich ulic wygląda absolutnie tak samo. Żeby nie było, w przypadku innych dużych miast też tak mam :)


"Marzeniem współczesnego człowieka jest przenieść się ze wsi do miasta po to, by później móc przesiedlić się z miasta na wieś."

Alec Guiness

3. Otoczenie

Niby do lasu mam kilkaset metrów, ale z okna widok jakiś taki byle jaki. W sumie to niby lepszy niż sąsiedzi, którym widok zasłania wątpliwej urody hotel, ale tak czy inaczej widok jest nieszczególny. Miejskie krajobrazy w ogóle do zbyt urodziwych nie należą. Mieszkanie w ścisłym centrum, a mieszkanie w pewnej odległości od centrum różni tylko jedno. W ścisłym centrum masz widok na kamienice, poza nim masz widok na bloki :)

4. Obecność

W mieście, wszędzie są ludzie. Gdziekolwiek się nie wybierzesz, gdziekolwiek byś nie poszedł będą tam ludzie. Na zakupach tłok, na ulicach tłok, nad pobliskim jeziorem tłok, nawet w naszym już wcześniej wspomnianym lasku jest tłok. Co więcej wyjdziesz na balkon, a tam przynajmniej troje sąsiadów postanowiło wyjść w tym samym momencie. Zamkniesz się w mieszkaniu to ci sąsiad o szóstej rano wyjedzie z wiertarą albo puści luzem dzieciaka, który z uporem maniaka będzie skakał nad twoją głową (w tym miejscu chciałabym przeprosić sąsiada z dołu, który to skakanie ma razy dwa i dzielnie je znosi). Od ludzi nie uciekniesz, w mieście nie ma siły żebyś był sam.

5. Oddychanie

Najlepiej zredukować do minimum. Wszędobylski smród spalin jest nieodzownym atrybutem miejskiego życia. Jednak spaliny to słynny pikuś w porównaniu do tego co może cię spotkać w tramwaju latem (autobusów też to dotyczy). Zderzenie z powietrzem wypełniającym tramwaj w środku lipca może być naprawdę głębokim i zapadającym w pamięć przeżyciem. Właściwie to ciężko tu mówić o powietrzu ponieważ w okresie letnim zostaje ono w autobusach i tramwajach zastąpione w pełni przez zabójczą mieszankę zapachową. Podróżując tramwajem musisz posiadać cenną umiejętność przebywania na wdechu dłużej niż to się mieści w jakichkolwiek statystykach, w przeciwnym razie taka podróż może być zabójcza.

To by było na tyle. Z miłością jednak bywa tak, że są momenty lepsze i gorsze. Te lepsze to jednak temat już na kolejny post :)

15 komentarzy:

  1. Coś w tym jest. Z wiekiem coraz bardziej chciałabym mieszkać poza miastem... A już na pewno poza Krakowem, korci mnie wybrzeże, chciałabym kiedyś tam zamieszkac

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie takim miejscem jest Jastarnia, jednak zimą chyba wolałabym mieszkać gdzie indziej :)

      Usuń
  2. Ja od 10 lat mieszkam w Poznaniu. I też chętnie uciekam z miasta. Na zieloną trawkę, bo mam wrażenie, że wszędzie jest beton. Może gdyby już pokończyli te wszystkie remonty, byłoby lepiej. Bo tego już mam dość. Gdzie się nie ruszę (nawet w wakacje), wszędzie są korki bo to zamknęli tamto zamknęli...i objazdy są trasą którą się akurat poruszam ehh... no i nad jeziorem tłum. Nad dwoma na których miałam okazję być, pierdylion ludu.. marzy mi się.. jakiś ciepły kraj. Gdzie słońce jest przez większość roku. I jest przyjemnie ciepło. I woda i może.. morze ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale chwytliwy temat posta żeś zarzuciła! :D Złapałam się na niego!
    Powiem Ci tak. Mieszkam na wsi:
    1.Odległości- jak Ci komunikacja miejsca zawiedzie, tak jak po zeszłotygodniowej "powodzi" było to dupa blada jeśli nie ma 2 aut. Ulice pozamykane, bo mosty groziły zawaleniem. Nie było dojazdu do pętli, z której można uderzać dalej do centrum Gdańska. Pomijam fakt, że tramwaje też nie jeździły, nawet w samym Gda...
    2. Orientacja- kurna, na tej wiosce idzie się łatwiej zgubić niż na starym mieście w GDA
    3.Otoczenie- praktycznie wszystko mam na tym zadupiu pod nosem, ale widoki to i tak -BLOKI & ULICE! :D :D :D
    4. Otoczenie- ludziów jak mrówków! Zero ciszy, zero spokoju- autentycznie. Wystrzelałabym połowę mieszkańców mojego osiedla za hałas!

    5. Oddychanie. Punkt mistrzowski. Od momentu jak zalało Gdańsk capi śmietnikiem z odpadami komunalnymi. Aromat ten ma też nutkę obornika. Jak wychodzę na balkon żeby odpalić szluga to mam wrażenie, że jak tylko zapalniczka mi zaiskrzy to wszystko dookoła wybuchnie! :D:D:D:D

    Także ten :D Jeśli wieś nie jest wsią zabitą dechami, na dzikim odludziu (jednak ze spoko komunikacją), gdzie krajobraz to pole i wielkie, walące się stodoły- to rozwodu z miastem nie wezmę :D

    P.S. Do zobaczenia pojutrze! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha ha nabrałam cię ;)
      I tu się z tobą zgodzę, wieś musi być wsią, z kurami latającymi po ulicach i zapachem obornika z rana inaczej jest co najwyżej podmiejską dzielnicą. Niestety tak to już jest, że wszystko ma swoje plusy i minusy. Optymalnie byłoby mieszkać w mieście, a gdzieś w lesie mieć swój mały azyl, do którego można by uciekać :)

      P.S Do zobaczenia koniecznie :)

      Usuń
  4. Punkt 4 przemawia do mnie najbardziej, nie cierpię tłumów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię jak coś się dzieje, jak są ludzie, ale czasem zdecydowanie wybieram ciszę i spokój.W mieście niestety z tym trudno.

      Usuń
  5. A ja moich Mazur nie zamienię na nic innego! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Przynajmniej mąż może być spokojny, że słowo ROZWÓD nie jest kierowane w jego stronę :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę cię, a niby dlaczego miałabym mu życie ułatwiać? ;)

      Usuń
  7. Kochana wiem, o czym mówisz/piszesz! Ja mieszkałam całe życie w P-niu i cieszę się, że się od niego uwolniłam! teraz nawet wpadanie tam na chwilę mnie męczy! ten hałas, smród i ilość ludzi i samochodów......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie.Jak już człowiek poczuje 'komfort' wsi lub małego miasteczka to za nic do wielkiego miasta nie chce.

      Usuń
  8. Pomijając punkt 5 to z mojego punktu widzenia wymieniłaś wszystkie powody dlaczego kocham mieszkać w Warszawie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to zależy co komu w duszy gra. Jakbym się tak zastanowiła to pewnie 10 lat temu były to powody, dla których ja chciałam mieszkać w Poznaniu :D

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)

TOP