28 lipca 2016

Nie jestem Matką Polką!


Ma dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści lat i wszyscy jej współczują. Z politowaniem wyrażają swoją troskę o nią i jej samopoczucie. Troskliwie klepią po plecach i mówią, że kiedyś to się zmieni, że w końcu będzie inaczej. Zachowują się tak, jakby ktoś dał im moralne prawo do interesowania się jej życiem. Nie słuchają tego, co mówi, zresztą chyba z biegiem lat przestała do nich mówić. No bo po co, skoro i tak nic do nich nie dociera? Czują, że muszą się nią mentalnie zaopiekować, bo życie ją skrzywdziło i teraz jest kobietą nieszczęśliwą. Albo na odwrót, chcą pouczać, dawać rady, sprowadzać na dobrą według nich drogę. Jeszcze inni mają ją za życiowego nieudacznika, pasożyta bez ambicji. Czują, że mają do tego prawo. Nie widzą tego, jak jest naprawdę tylko widzą to, co chcą. Kąśliwie nazywają Matką Polką.


Określenie Matka Polka ma w społeczeństwie tak negatywny wydźwięk, że czasem lepiej byłoby chyba dostać w twarz. Coś na kształt kury domowej. Nie wiadomo co lepsze. Dla społeczeństwa kobieta, która 'siedzi' (jak ja nienawidzę tego określenia) w domu, to przeważnie zaniedbana, podległa mężowi cierpiętnica. Czy rzeczywiście? Znam wiele kobiet, które po urodzeniu dziecka zdecydowały się na pozostanie w domu. Znam takie, za które zdecydowało życie. Znam też takie, które po wielu latach wróciły do pracy. Czy naprawdę są nieszczęśliwe? Czy naprawdę potrzebują społecznego współczucia? Czy to 'siedzenie' w domu rzeczywiście tak bardzo je dręczy?

Marta ma 34 lata, dwóch synów. Piękna, zgrabna, mądra - ten typ, któremu się zwyczajnie zazdrości :) Jakiś czas temu wróciła do pracy. Zawsze marzyła o swoim domu, a kiedy są dwie pensje w gospodarstwie domowym, łatwiej jest podjąć decyzję o budowie. Kocha siatkówkę i kiedy tylko może oddaje się swojej pasji.

"Siedząc w domu, absolutnie nie czułam się jak cierpiętnica. Mówię o sobie, że chciałabym być jeszcze taką Matką Polką. Czułam się w tym spełniona.
Wspominam to jako cudowny okres, naprawdę- chętnie bym do niego wróciła. Zawsze miałam potrzebę ruchu i będąc na wychowawczym z Kubusiem, chodziłam na treningi piłki siatkowej. Należałam do sekcji, grałyśmy w III lidze okręgowej.
Wręcz przeciwnie, po powrocie do pracy zabrakło mi czasu na takie wypady, bo po pracy wolę pędzić do dzieciaków, bo już mało dnia zostaje....a chcę z nimi być.
Kiedy 'siedziałam' w domu - dzieciaki miały mnie na co dzień, więc wyskoczenie na trening 2x w tygodniu czy spotkanie się z koleżanką nie było źle postrzegane. Należało mi się jak każdemu.
Nikt mi nie dogadywał, że jak mogę, przecież masz dzieci. Słyszałam raczej dobre opinie, że fajnie, że mam taką możliwość, że chcę z niej skorzystać, że dzieci mnie nie ograniczają.
Eh, sentyment mnie ogarnął.....chciałabym siedzieć jako Matka Polka w domu, odprowadzać dzieci do szkoły/ przedszkola, a potem czekać na nich w domku z ciepłym obiadem.....mmmmmm...
Taki ze mnie dinozaur współczesny..."


Beata, choć ma 39 lat wygląda jak starsza siostra swoich dwóch córek. W niczym nie przypomina Matki Polki. Kiedy jeszcze mieszkała w Polsce pomagała mężowi w prowadzeniu firmy, dziś mieszkają za granicą.

"Kura domowa na wygnaniu... Nie wiem, czy lubię siedzieć w domu, czy wolałabym iść do pracy. Właściwie to ja się nie nudzę, więc praca nie byłaby dla mnie odskocznią. Odskocznią jest dla mnie bieganie i ćwiczenia. Teraz się w tym odnalazłam. Odskocznią jest czytanie książek. Lubię sobie wieczorkiem legnąć na kanapie i poczytać. Dzieciaki wiedzą, że wieczorami matki nie ma, to znaczy jest na stanie, ale nie ma ich dla nich. Te 1,5- 2 godz. muszą sobie radzić same. Matki nie ma też od rana, tzn. matka jest zajęta, bo uczy się anglika. Dwa razy w tyg. mam lekcję, a jak nie mam lekcji to i tak się uczę. Godzinka jest tylko dla mnie. Matka lubi też przejrzeć prasę, zobaczyć co słychać na świecie, oblukać kto z kim jest na FB i oczywiście poplotkować z forumowymi psiapsiółkami. Gdybym pracowała, to musiałabym zrezygnować z moich małych przyjemności. Na szczęście mąż nie daje mi w żaden sposób odczuć, że jestem darmozjadem. Docenia to, że ma ugotowane (czasem, bo często to on gotuje) i że zajmuję się córkami. Nie musi myśleć o zakupach, praniu i tych wszystkich nudnych domowych sprawach. Zresztą kiedyś to ja byłam jedynym żywicielem rodziny, więc jesteśmy kwita.
Ktoś kiedyś powiedział, że nudzą się tylko nudni ludzie i może coś w tym jest. W życiu trzeba mieć pasję, jakąś odskocznię a przede wszystkim trzeba myśleć o sobie. Dzisiaj facet jest, jutro może go nie być, a żyć trzeba. Tak samo jest z pracą, dzisiaj jest, a jutro może wyparować i co wtedy?"

Kasię do pozostania w domu zmusiło życie. Ma dwuletniego synka i kochającego męża. Jej pasją jest blog, który prężnie się rozwija i przynosi nie tylko satysfakcję. Kasia jest uśmiechnięta, ma fantastyczne poczucie humoru i duży dystans do siebie.

"Zanim na świecie pojawił się Filip, nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogę zostać kurą domową, Matką Polką czy jak to się jeszcze tam zwie. Jednak życie samo potoczyło się tak, a nie w inny sposób. Długie starania o dziecko sprawiły, że mój organizm domagał się odpoczynku. Postanowiliśmy z mężem, że zrezygnuję z pracy, żeby odpocząć, odstresować się i przemyśleć co dalej. Wtedy właśnie okazało się, że jestem w ciąży. Gdy na świecie pojawił się Filip nie było mowy o powrocie do pracy. Syn urodził się jako wcześniak i potrzebował ogromnej ilości uwagi. W tygodniu jeździliśmy nawet 5-7 razy do specjalistów, rehabilitantów i na badania. Żaden pracodawca nie zgodziłby się na taką ilość wcześniejszych wyjść z pracy lub opieki. Zatem zostałam z synem w domu. Chociaż czasami tęskniłam za większą niezależnością i za ludźmi. Mimo że minęły już dwa lata a synek ma się bardzo dobrze to nie planuję powrotu do pracy. Ba! Ja planuję drugie dziecko i też chcę z nim zostać w domu. Nie czuję się jak Matka Polka cierpiąca, bo jest to moja decyzja. Chcę być przy dzieciach w tych pierwszych latach ich życia i służyć im pomocną dłonią w odkrywaniu świata. A ja? Spełniam się w roli mamy, rozwijam kulinarnie (o czym zawsze marzyłam) i spotykam z przyjaciółmi. Więc gdzie tu cierpienie? Lenistwa też nie widzę, bo w domu jest całe mnóstwo obowiązków, których wymieniać chyba nie muszę. Dla mnie pozostanie w domu, było słuszną decyzją. Chociaż nie wykluczam, że jak Filip podrośnie, to nie wrócę do pracy."

Znam wszystkie te kobiety, niektóre z nich wiele lat. Żadna nie przypomina cierpiącej Matki Polki zmęczonej życiem. Sama kiedyś podjęłam decyzję o pozostaniu z dziećmi w domu i...zupełnie się w tym zatraciłam. Pieluchy, zupki, wizyty u lekarza, zajmowanie się domem to był mój cały świat. Nie miałam przyjaciół (przynajmniej nie tam gdzie mieszkam) i uważałam, że wszystko muszę robić sama i to jak najlepiej się da. O wyjściu gdziekolwiek nie było mowy, ponieważ nikt w moim mniemaniu, nie zająłby się moimi dziećmi tak, jak ja to robię. Wszystko dla dzieci i męża, bo przecież muszą być szczęśliwi.
Aż w końcu przyszło opamiętanie, że nie tylko oni, że ja też muszę być szczęśliwa, bo inaczej nic z tego nie będzie. Wyszłam do ludzi, zaczęłam robić coś dla siebie. W dużej mierze pomógł mi w tym blog, który daje mi poczucie pewnej niezależności, również finansowej. Nie mam problemu z tym, żeby zostawić dzieci w domu z mężem i wyjść z koleżanką na kawę czy na zakupy. Wiem, że sobie poradzą, a ja potrzebuję czasem odetchnąć. Wkurzają mnie ludzie, którzy mi współczują, a zdarzają się tacy. Nie ma czego, jest mi dobrze, bo tak jak powiedziała Kasia, to był mój wybór. Powrót do pracy? Zapewne nastąpi, ale może w innej formie niż by tego ode mnie oczekiwali postronni. Najważniejsze, że we wszystkich moich decyzjach wspiera mnie mąż. Bez niego nie byłoby pewnie Matki Polki i jej Fanaberii :)

P.S W pisaniu tego postu wsparły mnie trzy fantastyczne kobiety, którym bardzo dziękuję za to, że zechciały podzielić się ze mną swoimi historiami. Dziewczyny jesteście cudowne!!!
Was czytelników zachęcam również do zaglądnięcia na blog Kasi (Maamaa Baalbinkaa), zapewniam was, że zostaniecie tam na długo :)

15 komentarzy:

  1. Super post, piękne zdjęcia:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawda, jakie to fajne, gdy często nawet obcy ludzie negują nasze wybory, albo wmawiają nam, że nie jesteśmy szczęśliwe, chociaż jesteśmy?

    OdpowiedzUsuń
  3. Mądry tekst wart każdego przelanego słowa :-) może warto aby inni pozwolili być nam sobą, tak jak to czujemy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się chyba tak nie da. Cierpimy na genetycznie uwarunkowane wtrącanie się ;)

      Usuń
  4. Ja chetnie bylabym w domu gdybym nie musiała pracować, więc nie współczuję a zazdroszczę!

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetnie ujęty punkt widzenia i problem!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie zostałam w domu, miałam ogromne wyrzuty sumienia, ale dajemy radę, aczkolwiek, gdybym miała możliwość poszłabym chociaż na wychowawczy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zostałam w domu z własnego wyboru, do tej pory tego nie żałuję :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Piszesz, że w domu jest zawsze coś do zrobienia. A czy matki pracujące na etat nie mają tego samego do ogarnięcia w domu? Czasem mam wrażenie, że takie zasłanianie się wychowywaniem dziecka, szczególnie jeśli to się przedłuża ponad 3 r. życia jest przejawem wygodnictwa, może nawet trochę lenistwa. A jaki będzie powód "niepracy", jeśli dziecko podrośnie i mama przestanie być całym światem. Co wówczas?
    Po wieloletniej przerwie zawodowej rynek pracy zazwyczaj jest zamknięty na głucho. Oczywiście są jednostki, które mają pomysł, jak i z czego żyć, ale to jest promil wszystkich mam, które wiele lat poświęciły na macierzyństwo. Pozostałe mamy mają duży problem z powrotem na rynek pracy. Wiem, o czym piszę, bo zawodowo zajmuję się rekrutacją pracowników i z rozmów z kobietami w takiej sytuacji wiem, że są dyskryminowane na rynku pracy. Zanim więc, Drogie Mamy, cały świat przysłoni Wam dziecko, pamiętajcie, że życie nie kręci się wyłącznie wokół dziecka, choć na widok słodkiego bobaska wydaje się, że nie może być inaczej :-)
    Poza tym moim zdaniem kobieta po urodzeniu dziecka nie staje się wyłącznie mamą. Staje się RÓWNIEŻ mamą. A również w moim rozumieniu oznacza, że zachowuje wszystkie swoje dotychczasowe role.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny wpis. Dzieki Jaśkowe Klimaty że tu trafiłam.
    Ja też 'zalegam' z mlodym w domu od trzech lat plus kawałek ciąży i na początku wkurzalo mnie blablabla ludzi za plecami o siedzeniu w domu i nic nie robieniu ale przypomniałam niektórym mamuśkom że też siedziały bo ktoś nas musiał wychować.....

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajny wpis :-) powiem tak; znam i takie i takie mamy :-)
    Znam mamy, które faktycznie siedzą w domu i są troszkę zaniedbane, ale nie robią nic w tym kierunku, żeby sobie pomóc i doprowadzić się troszkę do ładu a potrafią jedynie narzekać jakie to one są nieszczęśliwe i zaniedbane i znam też mamuśki, które mają np. dwójkę czy tróję małych dzieci, ale jak wychodzą na spacer to aż szczęka opada :-) i zresztą to widać, że są aktywne, nie tylko domowo:-)
    Myślę, że to wszystko zależy od nastawienia i organizacji. To że zostaje się mamą i zajmuje się dziećmi nie znaczy że trzeba wyglądać źle :-) sama siedze dziećmi w domu, codziennie, sprzątam, piorę, gotuje, ale też i wychodzę do ludzi, robie sobie „wolne”
    :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja niestety nie mam wyboru i w krótkim czasie po urodzeniu dziecka muszę wrócić do pracy najpierw jednej a potem drugiej. To nie oznacza, że nie chcę zajmować się dzieckiem i domem- ja zwyczajnie nie mogę sobie pozwilić na to aby nie pracować. Jednak wiem, że będę w stanie ogarnąć wszystko przy dwójce dzieci tak samo dobrze jak mamusie zalegające w domu :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)

TOP