17 września 2016

Wszystko ma swój czas


Kiedyś powiedziałam, że mój syn nigdy nie przestanie korzystać z pieluch. Kiedy miał trochę ponad dwa i pół roku w ciągu tygodnia sam zrezygnował z pieluchy i w dzień, i w nocy. Powiedziałam też, że nigdy nie nauczy się czytać. Nauczył się mając sześć lat, zanim poszedł do szkoły, sam i w tydzień. Powiedziałam też mnóstwo innych bredni i za każdym razem nie miałam racji, nauczyłam się, że po prostu wszystko ma swój czas...


Żyjemy w czasach w których 'mocniej, wyżej, szybciej', nabiera innego znaczenia i przekłada się na życie codzienne. Pędzimy każdego dnia po to, by zapewnić w miarę normalne życie naszym rodzinom, pracujemy po kilkanaście godzin w korpo, żeby latem wyjechać na kilka dni nad Bałtyk, a zimą wysłać dzieciaki na ferie. Każdego dnia chcąc nie chcąc bierzemy udział w wyścigu szczurów, bo na nasze miejsce pracy czyha stu młodszych i lepiej wykształconych, na miejsce w autobusie czyhają babcie i niewychowani gimnazjaliści, a na nowy towar w Lidlu czyha pół miasta (taki żart). Co to ma wspólnego z tym, co napisałam we wstępie? To, że w ten wyścig już od pierwszych chwil życia wkręcamy nasze dziecko.

Skręca mnie, jak słyszę utyskiwania matek nad tym, że ich półroczne dziecko jeszcze nie siedzi, roczniak nie potrafi jeść nożem i widelcem, a siedmiolatek nie może znaleźć pracy. Wybaczcie sarkazm, ale za chwilę do tego dojdzie. Matki między sobą potrafią godzinami lamentować nad tym, że dziecię nie potrafi zakumać, że sika się do nocnika, a nie w kącie pokoju. Że jest za duże na smoczek czy, że trzeba je karmić, bo samo nie chce. Kiedy jakaś mama pyta mnie wtedy o radę, pytam ją, czy zna zdrowego dorosłego, który załatwia się na dywan, śpi ze smoczkiem czy karmi go mamusia. Odpowiedź oczywiście brzmi 'nie'. Otóż to, przyjdzie czas i twoje dziecko wszystkiego się nauczy.

Ciśnienie na bycie 'bardziej' nie mija wraz z nauką załatwiania się na nocnik, a wręcz przeciwnie nabiera mocy, gdy dziecko pójdzie do przedszkola lub do szkoły. A nie daj Boże, jeśli do przedszkola nie chodzi. Wtedy w mózgach matek pojawiają się kolejne obawy czy aby na pewno dorównuje grupie, czy nie odstaje, czy sobie poradzi? I żeby na pewno sobie poradziło biedne dzieciątko, trzeba je zapisać na milion zajęć dodatkowych, bo przecież bez tego zostanie absolutnym idiotą, który zginie w piekle zwanym przedszkolem czy szkołą. Choćby dziecko podpierało się nosem pod koniec dnia to i tak koniecznie musi zaliczyć po lekcjach dodatkowy angielski, informatykę, kółko plastyczne, garncarstwo, a na koniec trening hokeja, piłki nożnej czy chociażby lekcje tańca. To czy dziecko w ogóle przejawia w tym kierunku zainteresowania, jest mało istotne. Bez tego nie znajdzie dobrej pracy, nie zostanie prezesem i nie zabierze rodziny nad wspomniany wyżej Bałtyk.


Żeby było jasne, nie chodzi mi o to, żeby zostawić dziecko samo sobie, bo przecież w końcu się nauczy. Dziecko wręcz należy stymulować, pokazywać nowości, proponować, a kiedy rzeczywiście są podstawy do obaw interweniować, ale wszystko z głową. Dla przykładu: w naszym domu jest mnóstwo książek, dosłownie nie mieszczą się na półkach, a z każdych zakupów wracam z kolejnymi. Kupuję chłopakom encyklopedie, opowiadania, książeczki z zadaniami i komiksy, ale nigdy nie zmuszałam ich do czytania. Nie muszę. Otoczeni literaturą sami sięgają po książki, teraz kiedy piszę ten post, również obaj siedzą z nosem w książce. To samo z zajęciami dodatkowymi. Czasem budzę w postronnych zdziwienie, kiedy mówię, że moje dzieci nie chodzą na dziesiątki zajęć dodatkowych. Na twarzach moich rozmówców pojawia się ironiczny uśmiech. Nie czuję potrzeby tłumaczenia, że moje dzieci chodzą na te zajęcia, na które naprawdę chcą, z przyjemnością i bez nadludzkiego wysiłku.

Pamiętam dzień, kiedy mój syn przyszedł do domu ze szkoły z pierwszym zadaniem domowym. Oczywiście jako dobra mama usiadłam z nim przy stole, żeby pomóc mu w odrabianiu lekcji. Skończyło się źle. On swoją jeszcze nieporadną rączką pisał tak jak umiał, a ja miałam chorą wizję przepięknie wykaligrafowanych literek i tego, że inne dzieci pewnie piszą ładniej. Strasznie wtedy na niego nakrzyczałam. Kiedy ochłonęłam i dotarło do mnie, co zrobiłam postanowiłam, że nigdy więcej nie usiądę z nim do lekcji chyba, ze sam o to poprosi. Trzymam się tej zasady, a mój syn świetnie sobie radzi w szkole. Nie mam potrzeby, żeby moje dzieci rywalizowały z kolegami z grupy czy klasy i robię wszystko, żeby ich nie porównywać. Dla mnie są jedyni w swoim rodzaju, nie muszą być tacy jak Tomek, Jasiu czy Kasia.

Podsumowując. To, że syn sąsiadki rzekomo zaczął korzystać z toalety mając pół roku, nie znaczy, że twój Staś jest gorszy, bo ma dwa lata i za przeproszeniem wali w pieluchę. To, że Kasia czyta w wieku lat czterech, nie oznacza, że twoja Zosia musi w związku z tym chodzić na kurs szybkiego czytania. To, że Tomek postawił pierwsze kroki mając dziesięć miesięcy, wcale nie oznacza, że z twoim Wiktorkiem jest coś nie tak, bo skończył rok i jeszcze sam nie śmiga po zakupy.

Pokazujcie swoim dzieciom świat, bawcie się z nimi, podpowiadajcie, ale mądrze bez presji, bez nacisku i nerwów. I pamiętajcie, że wszytko ma swój czas.

9 komentarzy:

  1. Dajesz mi nadzieje. Wszędzie wokół jestem straszona, że w dzisiejszych czasach trzeba w dzieckiem lekcje odrabiać przez całą podstawowe.masakra.
    Gdy Jurek nie chciał rozstać się z pielucha strasznie mnie to denerwowało, ale jednocześnie pocieszać się próbowałam myślą, ze do 18 sikać w gacie nie będzie przecież

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się nigdy nie inspirowałam licytujacymi się rodzicami. Dla mnie takie osoby chcą po prostu podnieść swoją niską samoocenę. Moje dziecko robi wszystko w swoim tempie, ale dla mnie najważniejsze jest to, że jest zdrowe i szczęśliwe, a nie że w wieku 3 lat samo czyta książki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Racja, każde dziecko jest inne i do wszystkiego musi dorosnąć same, bez pośpiechu z naszej strony, bo nam akurat to nie odpowiada...

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie podobnie, młoda nie chciała sikac na nocnik aż w końcu sama załapała i w tydzień pozbylismy się pieluch! też miała "dopiero" dwa i pół roku :) Z czytaniem, to samo co u Was, nauczyła się sama mając sześć lat , dogadałyby się te nasze dzieci :)
    Też nie wysyłam jej na zajęcia dodatkowe, bo ona nie chce więc jej nie zmuszam tylko dlatego, by była podobna do innych dzieci! Obecnie zaczęła chodzić na tańce i nim podpisałam umowę setkę razy spytałam czy na pewno jej się to podoba i chce chodzić :) Zapisuję jej w dzienniczku zgodnie z prośbą nauczycielki czas czytania książek i nie zmyślam wpisując "1h" :) czasem wręcz umniejszam :)))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwszy rok życia Zo był dla mnie przerąbany. Ciągle ją porównywałam. Na szczęście zmądrzałam i teraz po pierwsze w ogóle nie wchodzę w licytację, kto, kiedy, czego i jak się nauczył, a osiągnięcia, o których czytam dzielę przez 5. Aczkolwiek czytam o tym bardzo niewiele, bo po prostu mnie to nie interesuje. Przynajmniej na co dzień. Informacji o stadiach rozwoju innych dzieci szukam dopiero wtedy kiedy coś mnie u mojej pierworodnej zaczyna niepokoić.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękny wpis, i bardzo mądry pokazujmy dziecia świat, ale nie naciskajmy -ostatnio miałam taka sytuacje w przedszkolu Pani mi mówi że corcia nie umie grać w gry na komputerze tzn, obsługiwać się myszka -patrzę na nią i nic wiem czy płakać czy się śmiać -na spokojnie mówię -corcia nie siedzi na komputerze bo nie lubi woli z rodzicami i mlodsza siostra pobawić się np w beka -sama nie chce więc nie zmuszam przyjdzie dzień że będzie chciała ma dopiero 4latka MonikaFlok

    OdpowiedzUsuń
  7. no cudowny tekst :D zaczelam sie ostatnio zastanawiać nad tym wyścigiem szczurów... zastanawiam się czy takie dziecko które w wieku 4 lat czyta, pisze, liczy do 100 nie bedzie sie w szkole nudzić? Co gorsza czy dzieci będą chciały się z nim zadawać skoro on będzie duuuzo bardziej z przodu ? Bo przecież dzieciństwo to też zabawa nie tylko nauka i gnanie za tłumem...

    OdpowiedzUsuń
  8. świetny tekst.....ja niektórych rzeczy nie umiem do dzisiaj, ale ciągle mam nadzieję..;)każde dziecko jest inne i każde ma swój czas na rozwój....

    OdpowiedzUsuń
  9. Te nowe trendy czy moda na czytanie w wieku 3 lat i inne forsowane pomysły mnie przerażają. To mamusie mają jakies niespełnione marzenia i kompleksy a cierpią biedne dzieci

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)

TOP