25 czerwca 2017

Rodzicu nie stać cię na buty?!


 

Na nogach najnowszy model New Balanc'ów, Reebok'ów albo Adidasów. W dłoni obowiązkowo iPhone albo chociaż jakiś wypasiony smartfon. Z koszulki i spodenek spoziera również znane wszystkim, nawet tym, których na takie ciuchy nie stać, logo. Full wypas można by powiedzieć. Do tego wcale nie tania wycieczka czy kolonie. Nie jeden z boku mógłby zazdrościć. Tylko czego skoro ich rodziców nie było stać na buty?


Nie, to nie będzie historia o biednych dzieciach, które muszą chodzić w butach po starszym rodzeństwie, albo w takich, które ledwo trzymają się w całości. To nie będzie historia o biedzie, zmarnowanym 500+ i przepitych zasiłkach. To nie będzie historia o głodzie, nędzy i patologi. Wręcz przeciwnie, to będzie historia o inteligencji, wyobraźni i tylko poniekąd o pieniądzach...

Wiecie, że niedawno spędziliśmy kilka dni w Bieszczadach. Kto czytał, wie, że było cudownie. Bo Bieszczady są cudowne. Jednak jak już wspomniałam wam w poście opisującym nasze wakacje, Bieszczady to też góry i jakie by one nie były to każdy turysta, podkreślam każdy, winny jest im pokorę i szacunek. W takich miejscach rządzi natura. W takich miejscach to nie turysta, ale przyroda dyktuje warunki i to ona decyduje co turyście wolno, i od niej turysta jest bezwzględnie zależny.

W związku z rozpoczynającymi się wakacjami, wiele można teraz przeczytać na przeróżnych portalach i blogach o zachowaniu nad wodą, o tym, jak zachowują się tonący i jak niewiele brakuje, żebyśmy przeoczyli tragedię, ale nikt nie pisze o tym, że wakacje to nie tylko morze i jeziora, wakacje to również góry. I właśnie w tych górach spotkaliśmy kilka, jak nie kilkanaście szkolnych wycieczek, których przygotowanie do górskich wycieczek wołało wręcz o pomstę do nieba.

Dzieciaki na górskich szlakach poubierane w najmodniejsze ciuchy i tenisówki. Nawet nie adidasy, ale zwyczajne tenisówki. Fakt, markowe, ale na szlakach naprawdę nie lans się liczy. Opiekunowie w połowie przypadków nie lepsi i również kompletnie nieprzygotowani. A szlaki nie wybaczają.

W wyobraźni wielu ludzi Bieszczady jawią się jako piękne płaskie połoniny z szerokimi ścieżkami. Owszem takie są również, ale Bieszczady to również, błoto, kamienie, strumyki bez przerzuconych przez nie kładek, strome ścieżki i zmieniająca się błyskawicznie pogoda. Niestety chodząc po górach, ma się wrażenie, że wielu o tym zapomina bądź zwyczajnie brakuje im na ten temat wiedzy.

Nie pojmuję, jak można wysłać dziecko na wycieczkę w góry, wiedząc, że będzie chodziło po górach bez odpowiedniego obuwia czy kurtki przeciwdeszczowej. To, że na dole jest lato, zupełnie nie oznacza, że po wspięciu się na szczyt będzie tak samo. Nie powinien mylić tonący w słońcu szczyt widziany z dołu, bo to tylko złudne wrażenie ciepła. Tam może równie dobrze wiać zimny wiatr i bez porządnej kurtki może być naprawdę nieprzyjemnie. Sama się o tym przekonałam, zapominając uwaga....rękawiczek. Choć normalnie chadzaliśmy sobie w krótkich rękawach, to na górze naprawdę mi ich brakowało. Natomiast mijana po drodze młodzież szła na szczyt w letnich ubraniach i jakieś było ich zdziwienie, kiedy docierając do celu, trzęśli się z zimna.

Wracając do butów.
Buty to podstawa. Chodzenie po szlaku w tenisówkach nawet tych najbardziej markowych jest w najlepszym przypadku zwyczajną oznaką głupoty. Miękka podeszwa, nieusztywnione kostki, przemakalność 100% - rzeczywiście idealne buty w górę. Niestety na dziesięć widzianych wycieczek tylko jedna, dosłownie jedna, była złożona z dzieciaków, gdzie wszyscy mieli porządne buty. W innych wycieczkach można było zaobserwować jedną, max. dwie takie osoby, a często w ogóle ani jednej.

Ciężko mieć pretensje do grupy gimnazjalistów, bo pojechali na wycieczkę w tym, co im najpewniej spakowali rodzice, a że rodzice wyobraźnią nie grzeszą, to już co innego. Dziwię się natomiast opiekunom. Po pierwsze dlatego, że sami nie dają dobrego przykładu (też pomykają w cichobiegach marki szelest) i nie reagują na to, jak przygotowani są ich podopieczni. Może by tak na wstępie jeszcze na etapie planowania wycieczki, zaznaczyć, że szpanowanie markami zostawiamy w domu, a w góry jedziemy przygotowani, bo inaczej taki nieprzystosowany delikwent zobaczy co najwyżej górę z dołu, to by się jeden rodzic z drugim zreflektował.

I tu nie chodzi o to, że kogoś nie stać. Że takie buty czy kurtka to drogie są. Nie moi drodzy. Jak cię stać, żeby kupić synusiowi i córeczce wypasione adidaski za kilkaset złotych albo jeszcze bardziej wypasiony telefon i wysłanie tegoż dziecięcia za grubą kasę na wycieczkę, to na buty w góry też uzbierasz. Tu nie chodzi o pieniądze, tylko absolutny brak wyobraźni, bo w górach może stać się wszystko, a skręcona kostka może być najmniejszym problemem.

P.S Warto też powiedzieć dzieciom, że telefon zabierany w góry służy do skontaktowania się z ratownikami w razie potrzeby, a nie scrollowania Facebooka. Tam i tak przeważnie nie ma zasięgu co może się skończyć niemałym rozczarowaniem waszej pociechy. Widziałam tę rozpacz na własne oczy ;)

P.S 2 Jeśli chcecie się dowiedzieć jak przygotować siebie lub swoje dziecko na wyjazd w góry, koniecznie zajrzyjcie do Sylwii z bloga Sebucja.pl. Znajdziecie tam garść naprawdę cennych rad.

14 komentarzy:

  1. Dziękuję Ci za ten tekst! Dwa lata temu widziałam w Karkonoszach dzieci w klapkach, crocsach i sandałach. Dorośli byli ubrani podobnie. Jednej rodzinie podpadłam mówiąc im, że tym szlakiem z tych butach iść nie powinni. Dla mnie dobre (odpowiednie) ubranie w góry to podstawa, po pierwsze bezpiecznej, po drugie udanej wycieczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie hitem była pani, która w listopadzie, w śniegu pomykała w szpileczkach z Morskiego Oka. Naprawdę gdybym nie widziała na własne oczy to bym nie uwierzyła :)

      Usuń
    2. Ja nie widziałam, ale po tym, co dwa lata temu zaserwowali mi "turyści" w Karkonoszach, uwierzę we wszystko!

      Usuń
  2. Masz rację , tu nie chodzi o to, że rodzica nie stać, tu chodzi o brak wyobraźni i szacunku do gór! Nie raz widziałam dzieciaki a nawet dorosłych w tenisówkach, albo co gorsza w klapkach :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, klapki też są w modzie choć ich występowanie zauważa się głównie w Tatrach :)

      Usuń
  3. Swego czasu, na studiach bardzo dużo chodziliśmy po górach. Oj widziało się różnego typu obuwie na trasie. Choć akurat nie wśród dzieci, ale u dorosłych, a ściślej mówiąc u kobiet. Łącznie z butami wyjściowymi, na obcasie. Klapki, lekkie sandałki czy miękkie tenisówki również bywały. ;) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lans musi być, nie ważne czy to centrum miasta czy góry ;)

      Usuń
  4. Ja również uważam, że buty to jeden z ważniejszych elementów ubioru, od którego zależy wygoda w życiu. A dzieci w szczególności powinny mieć wygodnie, dobrze dobrane buty, nie tylko na wędrówki górskie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham Cię za ten tekst! A swojego telefonu nienawidzę za to, że nie chciał dodać tego komentarza wrrr

    OdpowiedzUsuń
  6. I tu biję się w piersi, bo sama też nie mam porządnych, profesjonalnych butów i ubrań na górskie wycieczki. Chyba czas to zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas co roku wraca ten temat, a w naszej lokalnej gazecie pojawiają się zdjęcia przysłowiowych "szpilek na Giewoncie" i innego nieodpowiedniego obuwia na szlaku.

    OdpowiedzUsuń
  8. Może zbyt pochopna ocena rodziców. Mój syn, gimnazjalista, obóz zimowy w górach w torbie buty zimowe trekkingowe a on spacerował po śniegu w adidasach - w butach które miał do biegania bo takie były wymagania organizatora, by dzieci miały oprócz zimowego obuwia, buty do biegania.

    OdpowiedzUsuń
  9. Schodziłam z Gubałówki drogą, taką asfaltową z chodnikiem, w sandałach. I nigdy więcej! Dlatego nie wyobrażam sobie dłuższej trasy w czymkolwiek innym jak w odpowiednim obuwiu.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)

TOP