17 lipca 2017

Zamach na dziecięcą wolność


W moim życiu, zanim weszłam w wiek, który jakkolwiek pozwalał mi o sobie decydować, przeżyłam wiele rzeczy. Jedne były wesołe, inne powodowały strach, a jeszcze inne były mi totalnie obojętne. Wielu w ogóle nie pamiętam. Jestem przekonana, że w większości przypadków nikt nie pytał mnie o zdanie, o to, czy chcę, czy się zgadzam, albo co w ogóle na dany temat myślę.


Już w pierwszym miesiącu mojego życia rodzice postanowili mnie ochrzcić. Nie zapytali, czy mam na to ochotę, czy chcę, żeby jakiś ksiądz polewał mnie zimną wodą, czy w ogóle wiara, którą oboje wyznają mi odpowiada i czy chcę brać w tym wszystkim udział. Nie zapytali, czy może nie wolałabym być buddystką albo, czy może bardziej kręci mnie Islam, albo czy dla odmiany nie wolałabym wędrować od drzwi do drzwi jako świadek Jehowy. Nie i koniec, decyzja została podjęta nie tylko bez mojej zgody, ale i świadomości, bo przypominam, że miałam mniej więcej miesiąc, więc moja świadomość ogarniała wtedy co najwyżej zmoczoną pieluchę, a i to nie zawsze.

Kiedy miałam 3 lata, zapisali mnie do przedszkola. Koszmarne miejsce, z którego pamiętam tylko dwie rzeczy. Pierwsza to dzień, w którym przedszkolanka (bo kiedyś były przedszkolanki, a nie nauczycielki przedszkola) nie puściła mnie do toalety w trakcie leżakowania i zsikałam się w majtki. Pamiętam, jak mama niosła mnie do domu w białej piżamie w duże czerwone, a może bardziej różowe grochy. Druga rzecz, którą pamiętam z przedszkola to kolega, który dłubał w nosie i to, co wydłubał, wrzucał do ogórkowej, na całe szczęście do swojej. Nie wiem, dlaczego zapamiętałam akurat to, jaka to była zupa. Może wyjątkowo mi smakowała.

Mam 6 może 7 lat. Pewnie moja mama będzie pamiętała lepiej. Idę z mamą przekłuć uszy. Wtedy robiło się to w domowych warunkach za pomocą zwykłej igły i ziemniaka. Ja miałam farta, bo mama zabrała mnie do kosmetyczki. Ziemniak mnie ominął, igła nie. Coś tam bolało, ale do dziś pamiętam, że byłam zdziwiona, że tylko tak, a nie bardziej. Nie pamiętam, kto podjął decyzję o kolczykach. Nie pamiętam czy padło pytanie, czy chcę. Domyślam się, że chciałam skoro w spazmach i histerii nie uciekałam z fotela i nie przegryzłam kosmetyczce tętnicy.

Nie wiem, ile miałam lat. Chodziłam już do szkoły. Mama powiedziała, że podetnie mi grzywkę. Nie jest fryzjerką, ale mogłaby być, bo całkiem dobrze sobie radzi w temacie. Tym razem nie pykło. Moja grzywka była wyrównywana tyle razy, że w końcu osiągnęła długość 1cm. Wyglądałam jak kretynka, długo, bo wiecie, włosy jednak trochę rosną.

Dlaczego wam o tym piszę? A no dlatego, że niedawno przeczytałam kolejny durny artykuł o przekłuwaniu uszu u dziewczynek, a jeszcze wcześniej inny o chrzcie. O tym, że dziecko to nie własność rodziców, że nie powinni mu narzucać swojej woli, że nie powinni za nie decydować. O tym, jak to rodzicom się wydaje, że mogą z dzieckiem robić co im się podoba, narzucając mu swoją wiarę, przekonania, czy przekłuwając uszy. O tym, że dziecku trzeba dać wolność, zaczekać jak samo będzie mogło o sobie decydować, dać mu wybór, bo kiedyś w przyszłości jak dorośnie, to będzie miało żal, pretensje, złe relacje z rodzicami.

Czytam takie artykuły i nie wierzę, w to, co czytam. Według tego, co piszą autorzy takich artykułów, a już w ogóle według tego, co piszą ludzie w komentarzach pod nimi, dziecko powinno być wolnym elektronem bez norm, zasad, nakazów, zakazów aż do ukończenia osiemnastego roku życia, a potem hulaj dusza, piekła nie ma. Ciekawe kto z komentujących miał takich rodziców, którzy na to pozwolili. Naprawdę macie żal do rodziców, że was ochrzcili? Naprawdę was to tak boli? Przecież to nie znaczy, że do końca życia musicie być katolikami. Tak samo, jak nie determinuje waszej przyszłości urodzenie się w rodzinie wyznającej wiarę w wielkiego potwora spaghetti. Wielu z tych krzyczących, że chrzest to zamach na wolność małego człowieka, zostało ochrzczonych, kiedy za przeproszeniem srali pod siebie i też ich nikt o to nie pytał.

Albo nawracająca gównoburza o kolczyki u dziewczynek. Nie mam córki, ale słuchać i czytać nie mogę jak matki, które dały przekłuć uszy swoim córkom, są odżegnywane od czci i wiary, bo okaleczyły własne dzieci. Naprawdę? Okaleczyły?

A obrończyniom maleńkich uszu wydaje się, że jest jakaś różnica między przekłuciem uszu rocznej dziewczynce, a pięcioletniej? Sorry, ale nie ma, bo jedna i druga tak samo nie będzie tego pamiętała, nawet jeśli ta druga sama podejmie 'świadomą' decyzję o posiadaniu dziur w uszach. Tak jak napisałam powyżej, sama byłam już w takim wieku, że teoretycznie mogłam zdecydować, tylko kurde kompletnie tego nie pamiętam. Może rzeczywiście mama mnie zapytała i powiedziałam, że chcę, a może sama uznała, że już czas i chwała jej za to, bo może do dziś bym tych uszu nie przekłuła. A jeśli zdecydowałam sama to czy byłam w pełni świadoma, czy ktoś mi wytłumaczył, że to 'okaleczenie' na całe życie i że tego cofnąć się nie da? Nie, nadal byłam dzieckiem, które podjęło decyzję, bo mama miała kolczyki i fajnie wyglądała.

Idąc tym tropem, powinniśmy pytać dzieci, czy mają ochotę pójść do danego przedszkola, takiej, a nie innej szkoły, czy chcą ubierać spodnie tej, a nie innej marki i czy chcą z nami mieszkać, bo może wcale nasza osobowość im nie odpowiada. Uwierzcie, dużo bardziej na przyszłe życie małego człowieka wpłynie to, do jakiej szkoły podstawowej go poślemy niż to czy jak miał miesiąc, to ksiądz poczynił nad nim egzorcyzm, a jakoś nie słyszałam, żeby ktoś z rodziców konsultował z siedmiolatkiem wybór placówki.

Nastały takie czasy, że popadamy w paranoję wolności. W czasach kiedy wolny jest każdy z nas, kiedy o wolność nie musimy walczyć, kiedy mamy nieograniczony dostęp do mediów, wiedzy, miejsc, walczymy o wolność w sposób dziwnie zaciekły, paranoiczny, wyolbrzymiony.

Zgodzę się, że każdy człowiek ma prawo decydowania o sobie. Dziecko to też człowiek, ale ze społecznego (medycznego pewnie też, nie jestem psychologiem) punktu widzenia, ograniczony. Nawet prawo ogranicza możliwości małoletniego. Ogranicza jego prawo do posiadania, ale i do stanowienia o sobie. Nastolatek nawet do lekarza musi iść z opiekunem prawnym, a to przecież na swój sposób ograniczenie wolności, zwłaszcza jeśli tym nastolatkiem jest piętnastoletnia dziewczyna, a lekarzem ginekolog.

Pytajcie swoje dzieci, konsultujcie z nimi, chrzcijcie, jeśli chcecie i nie chrzcijcie, jeśli taka jest wasza wola. Jeśli czujecie, że wasza córka sama musi podjąć decyzję o kolczykach, to czekajcie, aż będzie świadoma tego co robi. Ale na litość nie hejtujcie innych rodziców, to ich dzieci i to oni mają prawo stanowienia o nich i dopóki tym dzieciom nie dzieje się realna krzywda to wam nic moi drodzy do tego. Nie wsadzajcie nosa w cudze życie, a dla odmiany zajmijcie się własnym. A jeśli naprawdę boicie się o to, że wasze dziecko za lat kilkanaście będzie miało do was pretensje o chrzest czy przekłute uszy to naprawdę wam współczuję, bo to oznacza, że z waszymi relacjami jest coś nie tak, skoro takie pierdoły miałby na nich odcisnąć jakieś piętno.

Na koniec tak dla podsumowania. Nie mam pretensji do rodziców o chrzest, nadal lubię ogórkową, otrząsnęłam się z traumy obsikanych gaci, za kolczyki jestem wdzięczna, a z przygody z grzywką mam niezły ubaw i wspominam z sentymentem. Moje relacje z rodzicami zbudowało masę innych, dużo ważniejszych wydarzeń.

Buźka :)

25 komentarzy:

  1. Myślę, że dzieci powinny wszystko same wybierać/ decydować itd
    Ciekawe kiedy zdecydują, że wola mieszkać i żyć w

    OdpowiedzUsuń
  2. I żyć z innymi rodzicami :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Często pytam o zdanie córkę. Przekłuwanie uszu to faktycznie temat jak rzeka. Według mnie każda dziewczynka powinna podjąć decyzję samodzielnie i w pełni świadomie, dlatego ja czekałam aż młoda do tego dojrzeje i sama będzie chciała miec przekłute uszy! Sama wybrała kolczyki i teraz jest z tego dumna :) Zrobiła to na swoje siódme urodziny, w dodatku za kase z prezentu :)
    Ja miałam przekłute na ziemniaka, mam krzywe...
    Grzywkę mama mi zrobiła i do końca życia jej tego nie zapomnę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie czy dziewczynka mająca np.5 lat podejmuje świadomą decyzję bo jak dla mnie nadal niestety nie. Fakt, już mniej więcej wie co ją będzie czekało, ale nadal jest to tylko mniej więcej :)

      Usuń
  4. O kolczyki burza była, jest i będzie. Moja starsza córka miała przekłute uszki, gdy skończyłą roczek, była to świetna decyzja. Serio. Druga ma prawie dwa lata i teraz żałuję, że nie zrobiłam tego ponownie, bo wiem, że czym starsze dziecko tym tą decyzję się odwleka.
    Dziecko jest owszem osobnym bytem, ale o jakiej wolności my mówimy? Ludziom już się w głowach poprzewracało i tyle. Wszelkie burze robią ci, którzy nie mają większych problemów i szukają ich na siłę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam córki więc tak naprawdę nie wiem co bym zrobiła, ale nie uważam, że przekłucie uszu to zaraz jakaś tragedia dla dziecka i trauma na całe życie. Masz rację burze robią chyba ci, którzy nie mają nic lepszego do roboty. W sumie to nawet trochę im zazdroszczę bo ja nie mam czasu na takie pierdoły :)

      Usuń
  5. Wiele kwestii w moim domu jest dyskutowane z dzieckiem. Zwłaszcza te w których dizecko uczestniczy. I tak samo jak pytam czy chce iść na wesele, czy gdzie jedziemy na wakacje tak samo pytam o przekłucie uszu. Bo mimo, że wydaje Ci się że dziecko tego nie pamięta to może być inaczej. Są dzieci, które tego nie chcą i nigdy chcieć nie będą. Np moja córka póki co nie chce mieć kolczyków w uszach i ja szanuje te wybór. A matki, które przekłuwają uszy u kosmetyczki kilku miesięcznym niemowlakom uważam za skrajnie nieodpowiedzialne a to kolczykowanie za ich idiotyczną fanaberię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie jeśli u was w domu to funkcjonuje. Ja nie zamierzam pytać dzieci gdzie pojedziemy na wakacje czy o to czy chcą iść na wesele, na razie to ja o tym decyduję i nie zamierzam tego zmieniać.

      Usuń
  6. Ja w tych wszystkich burzach nie biorę udziału, bo wyznaję jedną bardzo prostą zasadę: interesuję się sobą, swoim dzieckiem i swoim życiem, a inni niech sobie robią, co sami uznają za słuszne i stosowne.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś było więcej wolności, dziś niestety jej nie ma, ale całkiem coś innego ją ogranicza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby się nad tym poważniej zastanowić to coś w tym jest...

      Usuń
  8. Super napisane! Brawo! Też nie rozumiem, jak ktoś wrzuci temat czy jakąś fotkę, to osób hejtujących masaaaaaaaaa się znajdzie. Ludziska czasem się nudzą chyba albo nie potrafią przeżyć bez wyrażenia własnego zdania w każdym temacie, choćby on ich nie dotyczył! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobraź sobie jak to fajnie jest się ponudzić ;) Zazdroszczę hejterom, że mają tyle wolnego czasu, że już naprawdę nie wiedzą co z nim robić :D

      Usuń
  9. Ogórkowa z babolami 😂. Widzę, wiele wyniosłaś z przedszkola...
    Ja absolutnie nie rozumiem tej teorii wolności. Wolne elektrony, robią co chcą, a potem rodzic pyta nauczyciela "co ja mam robić bo nie słucha". No odkrywcze, że dziecko trzeba wychować według zasad a nie w braku zasad, a'la róbta co chceta. My mieliśmy zasady i jakoś jak porównujemy nasze czasy to nikt nie narzeka. Owszem są prenesje, bo miało się 18 lat a trzeba było być o 22 w domu. Teraz wszystko idzie nie w tym kierunku. Gównoburza o kolczyki, że to brzydkie, że takie i takie. To tylko kolczyk w uchu. Nie w nosie. Nie w języku. Nie na łuku brwiowym. Nie dziura wielkości nakrętki. O co to całe halo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje przedszkole to dłuuuuga historia :) :)

      Usuń
  10. Pytam dzieci jeśli sama nie jestem przekonana. Ale skoro się pytam, to liczę się z ich zdaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też pytam dzieci, ale nie we wszystkich kwestiach. Są takie tematy, w których decydujemy my rodzice i na razie nie ma od tego odstępstw.

      Usuń
  11. Wpis genialny! Brawo! Ja miałam uszy przekłute w wieku 3 lat. Igłą przez ciocię pielęgniarkę, która nie kazała się mazgaić. Niedługo potem mama kupiła mi 2 pary złotych kolczyków i szpanowałam na wsi :D Do 18 roku życia rodzice powinni decydować za dziecko. Oczywiście- trzeba rozmawiać, pytać, dyskutować, ale to rodzic w niektórych sprawach powinien mieć decydujące zdanie. Bo tak jak napisał ktoś wyżej- niedługo dzieci będą chcieli wymienić rodziców. I co wtedy- posłuchamy?

    OdpowiedzUsuń
  12. Bo niestety, w dzisiejszych czasach, rozsądek nie jest modny. Królują skrajne tendencje - albo, albo. A według mnie, wystarczy do wszystkiego podchodzić ze zdrowym rozsądkiem i wszystko jest wtedy w miarę proste.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, rozsądek gdzieś się aktualnie zagubił.

      Usuń
  13. Dobry wpis! :)
    Każdy, kto jest rodzicem, zdaje sobie chyba sprawę z wagi podejmowanych przez siebie decyzji.
    I chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Dokonuje za nie wyboru w dobrej wierze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie. Żaden normalny, rozsądny rodzic nie chce zrobić dziecku krzywdy i robi wszystko żeby jego dziecku było jak najlepiej.

      Usuń
  14. hmm temat rzeka...dużo by tu dyskutować.. ale faktem jest, że każdy rodzic chce dla dziecka jak najlepiej i póki ono nie ma na tyle świadomości, aby pewne rzeczy rozróżniać, to może warto im pozostawić decyzję.klaudia j

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)

TOP