26 lipca 2018

A może by nad morze czyli co ma do zaoferowania Łeba.


 

Niedawno mój brat napisał na moim fp, że nad polskie morze jeżdżą albo masochiści albo ludzie z pociągiem do hazardu. Wszystko przez pogodę, która gdzie jak gdzie, ale nad naszym Bałtykiem jest absolutnie nieprzewidywalna. Temperatura wody też nierzadko pozostawia wiele do życzenia. 

No cóż wynika z tego, że jestem masochistyczną hazardzistką bo lubię to nasze morze i nie wyobrażam sobie nie pojechać tam co roku choćby na jeden dzień.
Lubię ten szum, zapach, piasek pod stopami. Powiecie, że to samo miałabym w Chorwacji czy Grecji tyle, że w przyjemniejszych okolicznościach przyrody. Nie jestem jednak fanką leżenia na plaży. Na plaży nudzę się niemiłosiernie i nie potrafię wytrzymać dłużej niż godzinę, skutek jest taki, że przeważnie znad morza wracam w ubarwieniu na 'córkę młynarza'.
Jak widać nie potrzebuję chorwackich temperatur, do szczęścia wystarczy mi spacer brzegiem morza, a to z powodzeniem mogę robić nad Bałtykiem nawet w deszczu. Poza tym jestem psychofanką turystyki krajowej i raczej szybko się nie nawrócę na zagraniczne wojaże.

Jedziemy do Łeby.

W tym roku wybór nadmorskiego wypadu był zupełnie przypadkowy. Oboje z mężem uwielbiamy półwysep helski o czym zresztą kiedyś już pisałam. Byliśmy tam kilka razy i na pewno wrócimy, ale może za jakiś czas. Chcieliśmy jechać w inne miejsce, tam gdzie jeszcze nas nie było. Wybierając miejsce na wakacje warunek był jeden. Nie może być za daleko od Ostródy bo tam właśnie spędzaliśmy pierwszą część urlopu. Powiększyłam więc mapę Google i rzuciłam od niechcenia do męża czy może być Łeba. Przytaknął i tym sposobem w pewien ciepły lipcowy poniedziałek znaleźliśmy się w Łebie,a właściwie na jej obrzeżach bo jak się okazało to właśnie tam był pensjonat, w którym przez najbliższe kilka dni mieliśmy wynajmować pokój.

Z początku odległość od centrum odrobinę mnie przerażała (na mapie to jakoś tak bliżej wyglądało ;) ), ale jak się okazało Łeba nie jest jakąś wielką metropolią, a w porównaniu do naszego Poznania to już w ogóle, więc lokalizacja szybko przestała nam doskwierać.

Plaże, dzikie plaże...

No może nie takie dzikie bo owszem plażowicze są, wpisane w polski krajobraz parawany również, ale były to chyba najmniej zaludnione strzeżone plaże jakie kiedykolwiek widziałam. Szerokie, z cudownie miękkim piaskiem jakiego nie poczujecie pod stopami na helu czy w Kołobrzegu. Jako umiarkowani fascynaci plażowania, tak naprawdę na plaży w pełnym wymiarze byliśmy tylko raz i to głównie ze względu na dzieci. Muszę jednak przyznać, że było to całkiem przyjemne plażowanie właśnie przez brak tłumów. Mimo, że sama jestem rodzicem nie lubię rozwrzeszczanych dzieciaków, sypiących mi po głowie piachem (łącznie z moimi) i rubasznych żarcików podchmielonych panów, dobiegających zza okolicznych parawanów. Tu odległości były na tyle duże, że problem w zasadzie nie istniał.


Jeszcze Kaszuby czy już Zachód

Kiedy jadę w jakiekolwiek miejsce lubię poznać jego odrębność, to co wyróżnia je na mapie Polski. Kaszubi to dla mnie wyjątkowa społeczność, a ich kulturę i dbałość o nią widać na każdym kroku właśnie będąc na Półwyspie Helskim. Chodząc po Łebie uderzył mnie....brak tej kultury. Jeśli chodzi o region, Łeba to nadal Kaszuby, niestety nie widać tego na ulicach miasta, w restauracjach czy sklepach. Dopiero poznając historię Łeby człowiek poniekąd zaczyna rozumieć dlaczego tak się stało. Łeba to głównie ludność napływowa, która przejęła bardziej kulturę niemiecką niż kaszubską. Ze świecą szukać regionalnych potraw, języka kaszubskiego czy czegokolwiek świadczącego o wyjątkowości tej kultury. A szkoda.

Idziemy jeść...

Muszę się wam do czegoś przyznać. Jestem absolutnie zafiksowaną fanką klasycznej ryby z frytkami najlepiej flądry, na papierowym talerzyku z plastikowymi sztućcami (niestety ku mojemu rozżaleniu mój mąż nie pozwolił mi tak nisko upaść) bo właśnie taka ryba kojarzy mi się z dzieciństwem. Ale oprócz tego zboczenia z dzieciństwa lubię też jeść i lubię poznawać regionalne smaki.
Każdy region Polski smakuje inaczej. Będąc w podróży zawsze szukam regionalnych smaków w Łebie te smaki ciężko znaleźć. Oczywiście bez problemu znajdziemy śledzie po kaszubsku, ale umówmy się, niczym nie różnią się od tych które możemy kupić w pierwszym lepszym markecie. Chciałam czegoś więcej.
Namiastkę regionalnej kuchni udało mi się znaleźć w restauracji, do której sama z własnego wyboru na pewno bym nie weszła. Wszystko przez totalnie odstraszającą...nazwę. Lokal (prawdopodobnie z powodu znajdującego się na piętrze klubu muzycznego) nosi mało przyciągającą nazwę 'U Gruchy'. Z zewnątrz też raczej nie zachęca i gdyby nie polecenie ze strony naszych sąsiadów z pokoju obok, moja noga na pewno by tam nie stanęła. Jak się okazało niesłusznie bo nasze kubki smakowe zostały naprawdę mile popieszczone, a oczy nacieszone sposobem podania dań. 

Prawdziwy kulinarny orgazm przeżyliśmy jednak zupełnie gdzie indziej i to dwa razy... 

Do Chaty Rybackiej trafiliśmy pierwszego dnia, praktycznie zaraz po wypakowaniu bagaży i pierwszej wyprawie do centrum. Już na samym początku uderzył mnie zapach oleju, a właściwie jego brak co naprawdę mnie zaskoczyło bo nadmorskie restauracje głównie z tym mi się kojarzą. Chata rybacka niczym specjalnym się nie wyróżnia, ot jedna z wielu knajpek przy uliczce ciągnącej się wzdłuż kanału. Dopiero kiedy tam trafisz wiesz, że to naprawdę wyjątkowe miejsce.
Za pierwszym razem naszą fascynację zrzuciliśmy na głód i wrażenia dnia pierwszego, ale po kilku dniach wróciliśmy i doznania smakowe ponownie powaliły nas na kolana. Perfekcyjne dania w połączeniu z przesympatyczną obsługą, przystępnymi cenami (jak na moim zdaniem, najlepszy lokal w mieście) i kącikiem zabaw dla dzieci (ludzie tam są kulki, ze zjeżdżalnią i to za darmo) robi z chaty rybackiej miejsce, które koniecznie trzeba odwiedzić będąc w Łebie.


Aliexpress rządzi.

Polskie wybrzeże to jeden wielki targ kiczu i chińszczyzny. Idąc nadmorskimi uliczkami mamy wrażenie, że przechadzamy się po kolejnych kategoriach Aliexpress. Badziew, badziewiem poganiany i te rządne spojrzenia dzieciaków, które mają jakiś dziwny zmysł odpowiedzialny za wyszukiwanie w tym całym kociokwiku najgorszego badziewia. I to jest nieodmiennie wpisane w obraz naszego wybrzeża od Świnoujścia po Hel. 
Trochę żal. 

Chcąc zapłacić za magnes na lodówkę, przebiłam się przez chiński kicz do wnętrza małego sklepiku i dopiero tam moim oczom ukazały się wyroby z pięknymi kaszubskimi wzorami ukazujące kulturę tego regionu. Szkoda, że przysłonięte tanim badziewiem, ukryte w czeluściach sklepiku, do których mało kto zagląda. A przecież powinno być na odwrót. To co stało we wnętrzu powinno stać na zewnątrz. Wiem, powiecie, że polski turysta woli kicz, ale nawet polskiego turystę da się wychować. Chyba bo...

...polski turysta to pijak i burak

Mój mąż powiedział, że wie, dlaczego ludzie rozstawiają na plaży parawany. Robią tak, bo w ukryciu piją za nimi piwo. Wiem, nie wolno wrzucać wszystkich do jednego worka, ale w wielu przypadkach niestety tak jest. Nadal jesteśmy dość nieokrzesanym narodem kiedy poczujemy odrobinę wolności, a do tego mamy trochę gotówki. Pijemy gdzie się da i zdecydowanie za dużo. Zachowujemy się głośno i w niezbyt kulturalny sposób pokazujemy swoją wyższość bo przecież płacimy to wymagamy. Z tym płaceniem to zresztą różnie bywa bo choć jako społeczeństwo się bogacimy to polski turysta i tak kombinuje jak może żeby zapłacić jak najmniej, głównie widać to przy płaceniu za wejściówki gdziekolwiek. Dzieci polskiego turysty mają trzy lata przez cztery lata z rzędu. Jeśli wiecie o czym mówię. Naprawdę, nie macie pojęcia jakie wielkie potrafią być trzylatki. 
Żenujące.

Atrakcje

Jeśli jedziecie gdzieś tak jak ja chcąc poznać dany region to w Łebie jest słabo. Sorry taka prawda. Zachodzi tam pewnego rodzaju paradoks bo atrakcji i miejsc, w które można pójść samemu czy zabrać dzieciaki jest mnóstwo i są to naprawdę fajne rzeczy. Nie będę wam wszystkiego wymieniać bo praktycznie każda atrakcja jaką znajdziecie w Łebie jest spoko. Mieliśmy okazję być w kinie 9D, na mini golfie, w labiryncie luster, muzeum bursztynu czy w Łeba park z atrakcjami dla dzieci. Jednak gdybym miała wymienić lokalne atrakcje, które wyróżniałyby to miejsce spośród innych to wymieniłabym chyba tylko wydmy. Dla wydm zdecydowanie warto odwiedzić Łebę. Oczywiście warto przejść się również wzdłuż kanału, odwiedzić port. Ciekawym miejscem, nawet dla tych którzy nie czują klimatu, jest również miejscowy kościół. Powiem wam w tajemnicy, że uwielbiam zwiedzać kościoły, a dokładniej rzecz biorąc w ogóle budynki sakralne bez różnicy jaką się w nich religię wyznaje. Nadmorskie kościoły są przeważnie stare i mają w sobie coś szczególnego. Kościół w Łebie nie jest stary, jest wręcz bardzo nowy bo jeszcze niewykończony. Mimo to robi naprawdę wrażenie. Pierwszy raz byłam w kościele gdzie ołtarz znajduje się na środku świątyni, a wierni siedzą dookoła niego. Warto tam zajrzeć choćby na chwilę.



Ceny

No tak było o przyjemnościach, czas przejść do mniej przyjemnych rzeczy czyli pieniędzy, które nad morzem zostawimy.
Ceny noclegów to indywidualna sprawa. Nam udało się wynająć pokój dla czterech osób z osobnym wyjściem do ogrodu, osobną łazienką, lodówką i dostępem do w pełni wyposażonej kuchni za 180zł na dobę. Minus za lokalizację, ale ponieważ nam lokum służy wyłącznie do spania bo i tak całymi dniami jesteśmy poza pokojem to lokalizacja nie robi większego problemu.

Jeśli chodzi o ceny w restauracjach czy sklepach to byłam bardzo zaskoczona bo w porównaniu do naszego wyjazdu sprzed dwóch lat do Jastarni, ceny są zdecydowanie niższe. Zakładając, że jak to nad morzem, żywiliśmy się wyłącznie rybą, a dzieci jak to dzieci chipsami z jarmużu (czyt. pizzą i nuggetsami) to obiad dla czteroosobowej rodziny z napojami w przeciętnej restauracji to ok 100zł. Naprawdę dobra restauracja to koszt ok 150zł.

Najdroższe są oczywiście wszelakie atrakcje. Jeśli masz dzieci, trzymaj się za portfel. Wejściówki to istny drenaż portfela min 50zł do nawet 300zł. Z atrakcji, które naprawdę warte były swojej ceny możemy polecić wycieczkę na wydmy (jeśli dobrze pamiętam 32zł/os + opłata za wstęp na wydmy) i mini golf (niecałe 50zł) bo była to naprawdę porcja fantastycznej zabawy.

To jechać czy nie?

Zdecydowanie jechać. Zawsze do naszych wyjazdów podchodzimy z pytaniem czy chcielibyśmy w dane miejsce wrócić? Zdarzały się takie miejsca gdzie zgodnie twierdziliśmy, że nigdy więcej nasza noga tam nie postanie, były takie w których zakochiwaliśmy się od pierwszego dnia. Łeba jest miejscem, do którego na pewno wrócimy. Może nie w przyszłym roku, ale wrócimy na pewno bo mimo swoich wad to naprawdę urokliwe i ciekawe miejsce. 


17 komentarzy:

  1. Ceny są astronomiczne. Z roku na rok coraz droższe. Już bardziej opłaca się pojechać gdzieś za granice :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Akurat w Łebie jeszcze nas nie było :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W Łebie byłam tylko raz i to tak przelotem, więc niewiele widziałam, ale narobiłaś mi ochoty na wyjazd tam! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. zapach, klimat, piach:) wogole fajnie tak zyc nad morzem

    OdpowiedzUsuń
  5. Super wpis, z chęcią bym pojechała nad morze :D

    OdpowiedzUsuń
  6. mam sentyment do naszego morza

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękna Łeba, piękne zdjęcia, żałuję że w tym roku nie byłam.

    OdpowiedzUsuń
  8. ładne zdjęcia... w tym roku byłam pierwszy raz w Łebie, i choć tylko dwa dni to odpoczęłam i pogoda była idealna :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdecydowanie za drogo jak dla mnie

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)

TOP